Żyrardów w jeden dzień

by Agnieszka Kuczyńska

Wyszło trochę słońca i w końcu znalazłam w sobie motywację do napisania kilku słów o Żyrardowie. Odwiedziłam go w tym roku dwukrotnie – po raz pierwszy wiosną na wstępne zwiedzanie, a po raz drugi pod koniec czerwca w czasie obchodów Święta Lnu. Ewa, oto obiecana relacja z Twojego rodzinnego miasta!

Żyrardów położony jest bardzo blisko Warszawy, więc nie zrywaliśmy się o świcie. Wyjechaliśmy na spokojnie po śniadaniu, dojechaliśmy na miejsce tuż po 10, a pomimo tego czekały na nas bardzo atrakcyjne miejsca parkingowe w samym sercu industrialnej części miasta. Pogoda dopisywała, ruszyliśmy więc na spacer.
Dobrą decyzją było udanie się do Punktu Informacji Turystycznej która mieści się w pięknym budynku Resusy fabrycznej i co ciekawe jest czynna … od poniedziałku do piątku. W mojej świadomości to miasto istniało jako perfekcyjny cel weekendowych wypadów, ale cóż… W każdym razie trafiliśmy na bardzo miłego pana, który poświęcił kilka chwil na poszukanie dla nas mapy z trasą spacerową. Nie znalazł jej, ale wytłumaczył jak dojść do Urzędu Miasta Żyrardów z Wydziałem Promocji, gdzie otrzymaliśmy ją od ręki.
Centrum Żyrardowa nie jest duże, więc można bez problemu spacerować samodzielnie a nie narzuconą trasą, ale oceniam wysoko wartość merytoryczną tej publikacji. Mapa jest czytelna, trasa ciekawa, a poszczególne obiekty dobrze opisane. Można wyraźnie poczuć powiew historii i dawnej świetności tego miasta.
A że historia ta jest niezwykle ciekawa to naprawdę warto się z nią zapoznać. Dość stwierdzić, że swego czasu Żyrardów był lnianą potęgą, a znajdująca się w nim fabryka była miastem w mieście. Był to doskonale funkcjonujący, samowystarczalny organizm. Budynki fabryczne sąsiadowały z domami robotniczymi pracowników, szkołami i ochronką dla ich dzieci, szpitalem. Wszystko było na miejscu, a poszczególne części fabryki łączył węzeł transportowy. Wydawało sie, że wszystko działa prężnie i bez zarzutu.
Aż do 23 kwietnia 1883, gdy w zakładach wybuchł pierwszy strajk powszechny spowodowany obniżeniem wynagrodzenia pracowników szpularni. Film “Strajt Szpularek – historia prawdziwa”, polecam zobaczyć jeszcze przed wizytą w mieście. W późniejszych latach zakłady przeżywały wzloty i upadki, a w czasie II Wojny Światowej do Żyrardowa wkroczyły wojska niemieckie i powstał tam obóz przejściowy. To zarys historii, uważam jednak, że godna jest bardziej szczegółowego poznania. Pomaga zrozumieć współczesne oblicze miasta.

Warto wiedzieć, że w Żyrardowie na liście zabytków znajduje się blisko 300 obiektów! Większość z nich znajdziecie na terenie dawnej osady fabrycznej. Ogromne wrażenie robi fasada kościoła pw. Matki Bożej Pocieszenia, ale dla mnie zachwycające były szczególnie dawne budynki fabryczne.

Pięknie wkomponowane są w codzienność mieszkańców. Dawne domy robotnicze wciąż są zamieszkane, a wśród ścian Starej Przędzalni powstał gustowny pasaż handlowy i świeżo oddane do użytku ekskluzywne lofty.
Jestem wielką miłośniczką industrialnej architektury (zachwywałam się nią już wcześniej przy okazji wizyty w Łodzi). Z wizytą w Żyrardowie wiązałam duże nadzieje i się ani trochę nie zawiodłam. Spacer po mieście był wielką przyjemnością i chwilą wytchnienia od gwaru Warszawy. Niezwykle miły czas spędziliśmy w przepięknym Parku Dittricha (niestety znajdujące się w nim Muzeum Mazowsza Zachodniego było wówczas nieczynne z powodu zmiany ekspozycji). Przez miasto przepływa rzeka o wdzięcznej nazwie Pisia Gągolina.
Wisienką na torcie zwiedzania Żyrardowa jest na pewno Muzeum Lniarstwa im. Filipa de Girarda. Znajduje się ono niedaleko parku, a wstęp jest bezpłatny (mile widziane cegiełki na jego utrzymanie). Można w nim zobaczyć imponujących rozmiarów i wagi maszyny lniarskie, dowiedzieć się więcej o historii lniarstwa oraz wyobrazić sobie jak trudna i wyczerpująca była to praca. Tym, czego mi brakowało była większa ilość lnianych tkanin czy gotowych rzeczy obrazujących jakie cuda z nich powstawały (ubrania, obrusy i inne dobra).
W czasie Święta Lnu to właśnie tam działo się najwięcej, my jednak przyjechaliśmy zbyt wcześnie żeby załapać się na większość atrakcji W pobliżu muzeum było już zresztą na tyle tłoczno, że postanowiliśmy uciec do parku.
Był on jeszcze piękniejszy niż kilka tygodni wcześniej! Spacerowaliśmy alejkami ciesząc się sobą, piekną pogodą i początkiem lata. Teraz, z początkiem jesieni z radością wspominam te chwile. Byliście w Żyrardowie?

Moja strona wykorzystuje pliki cookies w celu zapewnienia prawidłowego jej działania. Szczegółowe informacje znajdziesz tutaj Akceptuję Czytaj Więcej