Zachód słońca nad jeziorem

by Agnieszka Kuczyńska
Marzyłam o tej chwili od zimy! Pierwszy raz odwiedziliśmy Kaszuby w styczniu. Zachwyciły nas pokryte śniegiem drzewa, szaroniebieski odcień jezior i szerokie drogi, na których byliśmy tylko my. Chcieliśmy wrócić i oto jesteśmy! Ostatnie dni wakacji, hotel malowniczo położony między lasem a brzegiem jeziora.

Siedzimy na tarasie. Nasz stolik jest mało niestabilny, ale wynagradza to pięknym widokiem. Jemy placki ziemniaczane – są chrupiące z zewnątrz, miękkie w środku. Polane kremowym sosem pieczarkowym, który ukradkiem oblizuję z kącików ust. “Zamówisz mi kieliszek białego wina?” pytam mojego M. Przytakuje. Patrzę jak wstaje, odwraca się i nieśpiesznym krokiem idzie w kierunku baru. W niebieskim T-shircie podkreślającym delikatną opaleniznę wygląda doskonale.

Przejeżdżam palcami po mokrych jeszcze włosach i uśmiecham się do własnych myśli. Przyszliśmy tu kilkanaście minut temu, wcześniej po raz pierwszy pływaliśmy na rowerze wodnym. Dzień się chylił ku końcowi, do wypożyczalni wbiegliśmy w ostatniej chwili. Turkusowe jezioro otoczone bujną zielenią wyglądało bajecznie. Odpłynęliśmy daleko od brzegu i chlapaliśmy się wodą. Szczęście niejedno ma imię.

Twoje wino kochanie” słowa M. wyrywają mnie z zamyślenia. “Dziękuję. Słyszysz ten ptasi koncert?” pytam. Kiwa łagodnie głową i stawia przede mną smukły kieliszek z lekko musującym napojem. Przytula mnie mocno. Ulatuje ze mnie zmęczenie kończącego się sezonu. Trzech miesięcy pracy, której ciężar zapisał się w każdej komórce mojego ciała. Jestem spięta, ale to uczucie znika wraz z zachodzącym słońcem.

Moją twarz muska wiatr, niosący ze sobą zapach zbliżającej się nocy. Lubię go – to specyficzne połączenie dogasającego w oddali ogniska, wieczornej mgły i przyrody układającej się powoli do snu. Zamykam oczy wsłuchując się w otaczające nas dźwięki – kojący szum lasu, miłosne pieśni cykad, ożywione rozmowy przy sąsiednim stoliku.Robi się chłodno. Czuję silne ramię M. i jego ciepło. Patrzymy jak zaczarowani na złotą poświatę, która otula jezioro ciepłym blaskiem. W sercu mam spokój, którego tak ostatnio brakowało.

Świat zatrzymał się dla nas. Dał nam darmowe bilety na spektakl, który reżyseruje Natura. Patrzę na ludzi wpatrzonych w telefony. Chcę krzyknąć “Odłóżcie je!”. M. wyłapuje to spojrzenie i mówi cicho “Zostaw ich, znowu na Kaszubach mamy coś tylko dla siebie“. Ma rację. Przepełnia mnie wdzięczność. Za urlop, za miniony dzień, za ostatni wolny pokój. Za to, że dziś odważyliśmy się spróbować czegoś nowego, że jesteśmy tu razem. Za to, że świat jest tak zachwycający, a ja mogę go widzieć, słyszeć i odczuwać każdym zmysłem. Zamykam oczy próbując zapisać ten obraz w pamięci. Jego wspomnieniem będę się ogrzewać w ponure dni.

Ps. Ten tekst powstał w ramach jednego z zadań Klubu Otwartej Szuflady Aleksandry Makulskiej. Napisanie go było dla mnie trudne – nigdy wcześniej nie pisałam w czasie teraźniejszym! Klub był dla mnie dużym wyzwaniem, bo kilka razy musiałam wyjść ze swojej strefy komfortu. Warto, bo to bardzo rozwijające doświadczenie.

1 comment

Powiązane posty

1 comment

Mo. 2 kwietnia, 2020 - 12:46 pm

Piękny tekst Aga, doskonale rozumiem Twoje wrażenia i odczucia. Jeśli zniknęłaś na pół roku po to, żeby wrócić z takimi wpisami to warto było na Ciebie czekać :). Ściskam.

Odpowiedz

Jestem ciekawa Twojej opinii. Podziel się nią!

* By using this form you agree with the storage and handling of your data by this website.

Moja strona wykorzystuje pliki cookies w celu zapewnienia prawidłowego jej działania. Szczegółowe informacje znajdziesz tutaj Akceptuję Czytaj Więcej