Wiosna w Warszawie

by Agnieszka

Wiosna w Warszawie. Przez wiele lat jej nie zauważałam – pojawiała się nagle i równie szybko znikała. Praca, dom, obowiązki, spotkania ze znajomymi. Szybkie przejazdy metrem czy autobusem. Czas przelatuje nam często między palcami, dni zlewają się w jedną całość. Nie dostrzegamy ich piękna. W tym roku postanowiłam to zmienić i rozkoszować się rozkwitającą wiosną.

Im jestem starsza, tym bardziej potrzebuję zwolnić lub wręcz zatrzymać się na dłuższą chwilę. Męczy mnie pośpiech, zapchane autobusy, ludzie pędzący przed siebie ze słuchawkami w uszach, wpatrzeni w ekrany telefonów. Wspominałam Wam kiedyś o powrocie z Gdańska do Warszawy po Majówce. Bus wypchany po brzegi, nim zdążył wyruszyć z dworca, większość osób oglądała już filmy lub łapała WI-FI.

Dzień chylił się ku końcowi, ciepłe słońce zalewało pola rzepaku, malując na nich bajeczne cienie, krajobraz za oknem zdawał się płynąć, falować. Coś pięknego. Jedyną osobą, która zwracała na to uwagę była młoda dziewczyna zza granicy, przyklejona do szyby, robiąca zdjęcia i mówiąca do pani obok, że to co widzi jest niesamowite. Czy nie jest tak, że cieszy nas tylko to, co jest gdzieś daleko?

Sama miałam taki czas, że zachwycałam się wszystkimi krajami, poza Polską, która wydawała mi się zupełnie nieciekawa pod każdym względem. Na szczęście dawno przeszłam na jasną stronę mocy, dziś mogę biegać po ulicy z wielkim transparentem KOCHAM POLSKĘ! Nie jest idealna, czasem lubię na nią ponarzekać, ale ma dużo zalet – żyję w kraju wolnym, różnorodnym, ciekawym, ze wspaniałą kuchnią regionalną. Uwielbiam owoce morza, smaki z południa Europy, ale wiosną najchętniej jem na śniadanie jajecznicę ze szczypiorkiem i polskim pieczywem lub biały twarożek z rzodkiewką i solą.

Kiedyś wydawało mi się, że polska kuchnia to tylko bigos (nie lubię) i kluchy. Teraz już wiem, że to też zagrodowe sery, razowe chleby, swojskie wędliny, wędzone ryby, racuchy z jabłkami, ciasta z rabarbarem, sezonowe warzywa i owoce. Wiosna w tym temacie jest wyjątkowa: po długiem zimie pojawiają się młoda kapusta kiszona, ogórki małosolne, zielone szparagi, kalarepka, botwinka, a po chwili dochodzą bób, truskawki, poziomki, maliny i inne pyszności. Można leżeć i jeść, jeść i leżeć.

Wiosna zachwyca zarówno na wsi jak i w mieście. Nie wszędzie pory roku są tak wyraźnie zarysowane jak u nas. Wiele osób opuszczających Polskę twierdzi, że właśnie za tą zmiennością i sezonowością tęskni.

Budzący się do życia świat zachwyca mnie bez końca. Te wszystkie kwiaty, kwiaty, kwiatuszki, zielone pączki na smutnych, zmęczonych zimą gałęziach, pierwsza trawa, moment w którym tryskają fontanny.

W tym roku wiosna pojawiła się wcześnie, już w połowie kwietnia. Magnolie przekwitły jakoś szybko. Dobrze, że na moje spacery po Warszawie zdecydowałam się właśnie wtedy, bo maj nas pogodowo nie rozpieszcza. Słońce czasem świeci, ale jest chłodno, senno, deszczowo. Na szczęście – kolorowo.

Ponieważ miałam co rano sporo czasu, pozwoliłam sobie na podziwianie pojedynczych kwiatów, na siedzenie na ławce z książką. Te spokojne poranki dały mi dużo siły, pozytywnej energii i motywacji. 

Chociaż nienawidzę zimy, myślę sobie, że może gdyby jej nie było, nie umiałabym docenić wiosny?  

Wyglądam przez okno w biurze, widzę zielone korony drzew, psy biegające wesoło, rowerzystów, pieszych, którzy w końcu zrzucili zimowe wdzianka i z lekkością stąpają po chodniku. Fajna jest ta wiosna, warto było na nią czekać. Lubicie wiosnę w Polsce? Za co najbardziej? Jestem ciekawa! 🙂

0 comment

Powiązane posty

Jestem ciekawa Twojej opinii. Podziel się nią!

* By using this form you agree with the storage and handling of your data by this website.

Moja strona wykorzystuje pliki cookies w celu zapewnienia prawidłowego jej działania. Szczegółowe informacje znajdziesz tutaj Akceptuję Czytaj Więcej