Wakacyjne dolce far niente

by Agnieszka

W listopadzie wybraliśmy się na kilka dni do Apulii. Taki przedłużony weekend, zaledwie 3 noce na miejscu. Kiedyś wykorzystałabym je w 100% na bieganie od atrakcji do atrakcji, zarezerwowała nocleg w centrum popularnej miejscowości i korzystała ze wszystkich atrakcji, jakie oferuje. Zabrałabym ze sobą lustrzankę (kosztem zapasowej pary skarpetek i ciepłej koszuli nocnej) i fotografowała wszystko, co zobaczę. 

Ufff. Pisałam już o tym, jak zmieniły się moje podróże na przestrzeni lat. Jedną z najszczęśliwszych zmian przyniosła awaria starej lustrzanki. Pewnego dnia po prostu przestała działać. Teoretycznie mogłam wyłożyć kilka stówek i ją naprawić, ale stwierdziłam, że nie chcę. Uwolnienie się od tego ciężaru było dla mnie ulgą.

Jakiś czas temu doszłam do wniosku, że zdjęć robię za dużo. Z braku czasu były porozrzucane niedbale po różnych zakamarkach komputera. Tysiące ujęć tego samego  kadru. I ta presja, że M-U-S-Z-Ę fotografować, żeby mieć co wrzucić na bloga. Z Apulii przywiozłam 60 zdjęć. Zrobionych komórką w pochmurne dni.

Staramy się na wyjazdach – nawet tych krótkich – żyć jak co dzień. Wyspać się jeśli to możliwe, pójść na spacer, zrobić zakupy. Wrócić do pokoju, coś ugotować na lunch. Znowu iść na spacer, coś zwiedzić albo posiedzieć na plaży. Pójść do sklepu, popatrzeć co jedzą mieszkańcy. Pójść do knajpy na kolację (albo znowu coś ugotować z upatrzonych w markecie produktów), wrócić wcześniej do pokoju. Wykąpać się, przebrać o 18:15 w pidżamę, odpocząć, pooglądać TV (której akurat w domu nie mamy). Pobawić się z kotem sąsiadów. Staramy się wybierać mniej popularne miasteczka. Położone na uboczu, mniej popularne. Ciche i kameralne. Takie, w których można obserwować lokalne życie z jego nieśpiesznym tempem. Zjeść śniadanie w kawiarni w towarzystwie stałych klientów lokalu, a nie tylko turystów.

“Nie musieć N-I-C” to nasze nowe motto w podróży. Wstajemy kiedy chcemy i przy śniadaniu decydujemy, co będziemy robić. Lecąc do Apulii miałam na liście kilka miejsc, które chciałam odwiedzić, ale nie za wszelką cenę. Pogoda nie była zbyt atrakcyjna (lało po 5-6h dziennie) i spędzaliśmy dużo czasu po prostu ciesząc się sobą.

Deszcz ma swoje plusy – bardzo popularne miejsca były niemalże puste. Z przygotowanej listy Must See wybraliśmy tylko 3 pozycje, które zwiedzaliśmy bez pośpiechu. Gdy (nie)pogoda mocno dała nam w kość, po prostu wróciliśmy do apartamentu. “Nie musieć N-I-C” to naprawdę świetna zasada. Gorąco polecam. 

Apulia zrobiła na nas dobre wrażenie. Jest serdeczna, gościnna i fotogeniczna. Nie jest idealna i odpicowana, ale przez to prawdziwa. Czy chcielibyśmy wrócić? Nie wiem, ale cieszę się, że pojechaliśmy. Tuż po powrocie nasza sytuacja rodzinna bardzo się skomplikowała i ten wyjazd dał nam siłę, aby ten pierwszy etap przetrwać. 

Zawsze uważałam, że każdy ma prawo spędzać urlop po swojemu. Niezależnie czy preferuje leżenie przy hotelowym basenie, odkrywanie świata z plecakiem czy wybieranie się na krótkie i intensywne city-breaks. My w tym momencie życia świadomie wybieramy coś pośrodku i jest nam z tym wyborem dobrze. 

0 comment

Powiązane posty

Jestem ciekawa Twojej opinii. Podziel się nią!

.

Moja strona wykorzystuje pliki cookies w celu zapewnienia prawidłowego jej działania. Szczegółowe informacje znajdziesz tutaj Akceptuję Czytaj Więcej