Tanie noclegi w Wielkiej Brytanii i Irlandii

by Agnieszka

Życie nie jest łatwe i wygodne, jeśli chce się podróżować nie mając zbyt wiele na kocie. Żeby to pogodzić, często trzeba iść na pewne kompromisy. Najdroższe w podróży jest według mnie spanie, Nie chcę jednak różnych powodów korzystać z couchsurfingu. Jadąc w kilka osób opłaca się wynająć całe mieszkanie z własną kuchnią – jest wygodne rozwiązanie, bo można się wyspać w komfortowych warunkach, a wieczorem przygotować posiłek i biesiadować przy stole. Co jednak jeśli jadę sama lub z jedną osobą, a ceny w kraju docelowym są wysokie?

Pierwszy raz stanęłam przed tym dylematem lecąc wiosną do Irlandii. W Galway spałam u znajomych, ale noc, którą miałam spędzić w Dublinie musiałam sobie zabukować. Dość długo szukałam i się zdołowałam… Ceny pokoi jednoosobowych z łazienką na korytarzu zaczynały się od 65 EUR, poza ścisłym centrum… To zupełnie poza moim budżetem (dla porównania za jedynkę w skromnym pensjonacie w Bairro Alto w Lizbonie płaciłam 20 EUR). Nie miałam wyboru, nadszedł ten dzień – musiałam zarezerwować nocleg w zbiorowej salce. Byłam przerażona. Spędziłam kilka godzin czytając uważnie opinie na temat hosteli, patrząc szczególnie na informacje dotyczące bezpieczeństwa, lokalizacji i czystości. W końcu udało mi się znaleźć Abraham House, położony blisko głównej ulicy handlowej, za 9 euro za noc!
Było ok, ale wyciągnęłam z tego noclegu pewne wnioski, które pomogły mi przy wyborze miejsca do spania w Edynburgu. Tutaj noclegi dla mnie jednej zaczynały się od 50 funtów za noc, co też nie wchodziło w grę, bo przy 4 nocach wychodziło praktycznie tyle, ile miałam przeznaczone na cały ten wyjazd! Po raz kolejny spędziłam dużo czasu szukając porządnego noclegu, w przyjemnej okolicy, z dobrymi opiniami i  co najważniejsze, w przystępnej cenie. Na co zwracałam uwagę? Pokój w którym miałam spać musiał być pokojem wyłącznie dla kobiet, przyjmować nie więcej niż 8 osób i mieć łazienkę wewnątrz pokoju, tylko dla nas.
W Edynburgu wybrałam West End Hotel w zachodniej części miasta, przy ładnej ulicy, jakieś 15 minut spacerem od centrum i Princess Street, 25 minut spacerem od Starego Miasta, niedaleko sklepów i restauracji. Pozytywnie zaskoczył mnie standard obiektu. Elegancki, stylowy, z porządnym barem na parterze. Mój 8-osobowy pokój miał dużą łazienkę, wygodne łóżka i gigantyczne okno z dużą ilością światła. Okazało się, że jest tylko jedno gniazdko, co później wytłumaczył mi pan z recepcji – dużo osób podłączało swoje żelazka czy lokówki i zapominało je odłączyć, przez co mieli sporo problemów. Ale dałam radę, bo można było też doładować sprzęt w kilku innych pomieszczeniach.
Za 3 noce zapłaciłam zaledwie 39 funtów. Przez cały czas był komplet dziewczyn, ale prawie każdego dnia się zmieniały. Próbowałam nawiązać kontakt, ale zauważyłam, że większości osób wystarczy powitanie i życzenie sobie dobrego dnia. I w porządku, mi też może to pasować, chociaż chętnie bym się dowiedziała skąd kto jest i co tu robi 🙂 Byłam mocno zdumiona, że jak rano wychodziłam to większość jeszcze spała, a jak wracałam to większość już spała. Nie wchodziłyśmy sobie w drogę, pełna swoboda. W obiekcie są także pokoje dla 2 lub 4 osób, z normalnymi łóżkami. Jest też wspólna pralnia i pomieszczenie kuchenno-wypoczynkowe z TV do dyspozycji wszystkich gości.

W Glasgow noclegi były nieco droższe, ale udało mi się wyszukać przyjemny hostel  Queen’s Park położony ok.15 minut jazdy od centrum miasta, przy parku o tej samej nazwie. Okazał się super. Za 14 funtów miałam miejsce w 4-osobowym pokoju, który dzieliłam tylko z jedną panią. W pokoju była umywalka, czajnik, ciasteczka, herbata a rano pod drzwiami czekała torebka ze świeżym mlekiem, sokiem, płatkami i miseczką. Mały gest, ale jakże miły! Obsługa na wysokim poziomie, bardzo przyjazna. Czysto.
Takie noclegi mają swoje plusy i minusy. Plusem jest to, że zwykle za dobrą cenę można spać w świetnej lokalizacji, w międzynarodowej atmosferze, wśród osób nastawionych na zwiedzanie czy zabawę, a nie na relaks w komfortowych warunkach. Nocowałam w miejscach, które uważam za przyjemne i bezpiecznie. Wiele osób pyta, czy nie bałam się, że ktoś mi coś ukradnie… Moja teoria jest taka, że w hostelach śpią ludzie, którzy nie mają nadmiaru pieniędzy, złotej biżuterii i drogiego sprzętu. Nie wiem, czy komuś by się opłacało płacić za nocleg, żeby pod osłoną nocy ukraść mi majtki i ręcznik… bo to, co wartościowe (dokumenty, portfel) trzymałam w sejfie (kaucja 5 funtów), a telefon i aparat  miałam, że tak powiem, pod poduszką. Ale nie bałam się i czułam się bardzo bezpiecznie.
Wiadomo, że trzeba pilnować swoich rzeczy i nie zostawiać ich na widoku czy w ciągu dnia w pokoju, ale nie dajmy się zwariować. Myślę, że bardziej jest prawdopodobne, że ktoś wyciągnie mi portfel w metrze albo w czasie nieuważnych zakupów w supermarkecie. Wszystkie obiekty w których spałam były czyste, schludne, ze świeżą, pachnącą pościelą. Do minusów mogę na pewno zaliczyć piętrowe łóżka (na szczęście zawsze udawało mi się upolować miejsce na dole), ewentualną kolejkę do łazienki (przy czym ja wychodzę rano a wracam późnym wieczorem, więc zazwyczaj ten problem mnie omija) oraz to, że trzeba się liczyć z brakiem prywatności. Dla mnie jest to wyłącznie miejsce w którym się myję i śpię, nie spędzając ani minuty dłużej niż jest to niezbędne. Na chrapiące sąsiadki mam koreczki w uszach, zawsze jestem wyposażona w uniwersalną chustę, która ma szerokie zastosowanie: włożona do małej poszewki na jaśka służy za poduszkę, jako kurtyna oddziela mnie nieco od osoby na sąsiednim łóżku, czasem robi za narzutę, innym razem za ręcznik czy czapkę 🙂
W Londynie do tej pory spałam w skromnych, ale bardzo przyzwoitych obiektach. Moim ulubionym, w którym nocowałam 3 razy jest hotel Earls Court w dzielnicy o tej samej nazwie. Bardzo lubię tamte okolice i świetnie się tam czuję. Do metra kilka kroków, do restauracji czy sklepów 5 minut spacerem, dookoła piękna architektura. Trzeba jednak liczyć się z wydatkiem ok. 78 funtów za pokój 2-osobowy za noc. W tym roku będę spała w innym, nieco tańszym hostelu, wiec po powrocie na pewno uaktualnię ten wpis i napiszę o wrażeniach i lokalizacji. Ceny w Londynie są bardzo bolesne dla mojego portfela, ale cóż poradzić. Próbowałam też czegoś szukać na https://www.airbnb.pl/, ale nawet przy 3 osobach nie udało mi się znaleźć nic atrakcyjnego (w miarę fajne lokalizacje od 800 zł za noc za naszą trójkę, za sam pokój). Można coś ciut tańszego znaleźć na obrzeżach miasta, ale przy krótkim pobycie i biorąc pod uwagę wysokie ceny komunikacji miejskiej uzależnionej często od ilości przystanków oszczędność robi się bardzo pozorna. Poza tym są dzielnice w których bałabym się spać.
Noclegi o których piszę są dla osób niewymagających, które jadą zwiedzać, aktywnie spędzać czas i po prostu potrzebują łóżka z ciepłą wodą z prysznica w zestawie, aby mieć gdzie spędzić noc. Wiadomo, że wolałabym spać w jedynce, ale jeśli przy 4 dniach mam do wyboru zapłacić 300 zł a 1300 zł to sprawa jest jasna – na tę drugą opcję mnie nie stać i nie jest to kwestia machnięcia ręką “a co mi tam, dopłacę” bo zwyczajnie nie mam z czego. Cały mój szkocki budżet wyniósł 1200 zł już uwzględniając noclegi, więc jak widzicie wyboru nie miałam. Jestem jednak zadowolona i mogę każdy z obiektów polecić osobom, które nie są socjopatami, nie boją się ludzi 😉 i nie przeszkadza im brak większych wygód. Gdybym miała jechać na tydzień leżeć przy plaży i basenie, pewnie wybrałabym 5* w Turcji (co mi raczej nie grozi, bo nie uleżę dłużej niż godzinę), ale spędzając cały dzień poza hotelem oferowane przez nie warunki są naprawdę zupełnie wystarczające a ceny znośne, nawet jak na mój mały budżet. Mam nadzieję, że może komuś z Was powyższe informacje okażą się przydatne i pomocne 🙂
0 comment

Powiązane posty

Jestem ciekawa Twojej opinii. Podziel się nią!

.

Moja strona wykorzystuje pliki cookies w celu zapewnienia prawidłowego jej działania. Szczegółowe informacje znajdziesz tutaj Akceptuję Czytaj Więcej