Sewilla – miasto, które działa na wszystkie zmysły

by Agnieszka Kuczyńska
Obiecałam trochę słońca na blogu w tym tygodniu, więc słowa dotrzymuję! Ten wpis miał się pojawić już dawno temu, ale realizacja jego drugiej części (publikacja w przyszły poniedziałek!) okazała się o wieeeeele bardziej skomplikowana niż myślałam. Wydaje mi się jednak, że wyszła na tyle ciekawie, że warto było poczekać i przyjmiecie ją pozytywnie.
Dziś wstęp do tego, co Was czeka 🙂 Kilka słów o Sewilli, garść skojarzeń i trochę obrazów. Byłam w tym fantastycznym mieście w marcu.
Pogoda cudowna – ciepło w ciągu dnia, słońcena niebie, jedynie rano zdarzało się, że deszcz na chwilę przypominał o swoim istnieniu. Ale to bez znaczenia, gdy człowieka hipnotyzuje obłędny zapach kwitnących drzewek pomarańczowych.
Sewilla – miasto, które działa na każdy ze zmysłów. Zapach kwiatów, mieszał się z aromatem kawy i gorącego pieczywa, czasem wzmacniany był mocnymi perfumami starszej pani czy kadzidłami na stoliku pod kościołem. Smak potraw – kwaśnych oliwek, słonej szynki serrano, cierpkich owoców z targu i idealnie przyrządzonego arroz negro z grillowanym kalmarem na zawsze zostanie w mojej pamięci. Wszystko pyszne, znakomicie doprawione, wręcz idealne.
Dźwięki – stukot kopyt koni ciągnących bryczki, nerwowe piski klaksonu czy rozbrzmiewające  w barach flamenco. Do tego donośne, hiszpańskie głosy i ptaki śpiewające w koronach drzew. Dotyk… sztuczny materiał sukienek, miękkość kociej sierści czy chropowata faktura świeżych churros, które zostawiają na palcach tłuste wspomnienie oraz drobinki kryształowego cukru.
Sewilla potrafi być wyrafinowana jak wino z pomarańczy i prosta, dla każdego jak tortilla z ziemniaków. Tryska kolorami, dobrą energią i bogactwem detali. Wszędzie coś zaskakującego.
Można włóczyć się po uliczkach albo wchodzić do każdego baru, by coś przekąsić i wypić.  Kraina tapas, rozmów przy barze i dobrej muzyki, także tej ulicznej.
Sewilla tętni życiem, aż pulsuje od emocji i pasji. Zachwyca, chociaż czasami potrafi wkurzyć, kiedy po raz 10-ty trafia się w to samo miejsce myśląc, że idzie się w przeciwnym kierunku. Umie też uspokoić.
Ma w sobie ciszę małych patio, podwórek schowanych gdzieś za niepozornymi ścianami. Są chwile, gdy ukazuje swoje kolejne oblicza szybciej, niż można za tym nadążyć. Jedną z wielu niespodzianek było dla nas Corral del Conde i spędzone w nim leniwe, sobotnie popołudnie.
Na każdym murze, za każdym zakrętem znajdziecie coś, czemu warto się bliżej przyjrzeć, co  warto sfotografować (szczególnie dużo na ten temat może opowiedzieć Wam słodka Mo. :)).
Sewilla to mieszanka wybuchowa, wobec której nie można przejść obojętnie. Zdradzę, ze im więcej czasu od powrotu mija, tym bardziej mi się podoba, tym lepszy mam jej obraz w pamięci, tym szczegóły i przebłyski wspomnień docierają do mnie z większą siłą. Byłam w Hiszpanii w  ciężkim dla mnie czasie, przemęczona fizycznie i zdewastowana emocjonalnie. Nie mogłam się nią cieszyć i zachwycać tak bardzo, jak na to zasługuje. Może kiedyś będzie okazja wrócić, by dać jej kolejną szansę, aby oniemieć od ilości bodźców, wzruszać się i po prostu cieszyć.
0 comment

Powiązane posty

Jestem ciekawa Twojej opinii. Podziel się nią!

.

Moja strona wykorzystuje pliki cookies w celu zapewnienia prawidłowego jej działania. Szczegółowe informacje znajdziesz tutaj Akceptuję Czytaj Więcej