Radość z małych rzeczy

by Agnieszka

Mam nadzieję, że Święta minęły Wam w pełnej spokoju i szczerej radości atmosferze, bez niepotrzebnych sporów czy kłótni i bez zbędnego przepracowania. Ja miałam “wolną chatę”, bo Marek spędzał te dni w domu rodzinnym. Podzieliłam czas pomiędzy spotkania z najbliższymi, czytanie książek i leniwy odpoczynek. W sobotę zaniosłam w imieniu babci koszyczek wielkanocny do święcenia. Młody, entuzjastyczny ksiądz po wyrecytowaniu standardowej modlitwy dodał kilka spontanicznych słów od siebie. O tym, że koniec zawsze jest też jakimś początkiem i o tym, że zawsze warto żyć godnie, doceniać małe szczęścia, a swoim postępowaniem dawać pozytywny przykład. Prosił, aby pamiętać, jak wiele w życiu jest rzeczy, które są godne uwagi i dłuższej lub krótszej chwili zachwytu. W minione dni starałam się czerpać radość z chwil spędzonych przy stole z rodziną, ciesząc się, że wciąż jesteśmy razem. Postawiłam przy laptopie wazon z żółtymi tulipanami i uśmiechałam się za każdym razem spoglądając w ich kierunku. Poświęciłam dłuższą chwilę na przejrzenie zdjęć z kilku podróży i poczułam wdzięczność za te wszystkie momenty, które mnie czegoś nauczyły, pozwoliły poznać nowe miejsca oraz wartościowych ludzi. Wyjęłam z kuchennej szafki najładniejszą filiżankę i wypiłam w niej poranną kawę. Obejrzałam internetowy album z fotografiami szczeniaków, które urodziły się suczce mojego taty i ucieszyłam na myśl, że za tydzień zobaczę je na żywo. Uprasowałam stertę ubrań oglądając jakiś lekki film i doceniając fakt, że mam co i dla kogo prasować. Że mam dach nad głową w czasie wiatrów i chłodów, a w moim mieszkaniu, chociaż małym i ciasnym, jest miejsce na miłość i szacunek. A ja mam na kogo czekać, nawet jeśli zawsze się martwię, gdy ten ktoś jest w drodze powrotnej do domu. Wyjęłam kolorowe serwetki i nowy obrus, wpuszczając tym samym więcej kolorów do salonu. Wymieniłam zdjęcia w sypialni na takie, które każdego dnia będą przypominać mi najlepszy urlop na Lefkadzie. Usmażyłam francuskie naleśniki zamiast napychać się świątecznym ciastem na które nie miałam ochoty. Założyłam  lekką sukienkę w wiosenne kwiaty i pomalowałam usta na bladoróżowy kolor. Poczułam się fajnie, pomimo, że byłam zupełnie sama. Odłożyłam na bok nierealne na tę chwilę marzenia o dalekich podróżach i przygotowałam listę miejsc w Polsce, które chciałabym odwiedzić tego lata. Zamówiłam ostatnią partię prodktów, które będą mi potrzebne do nauki tworzenia dekoracji do mieszkania, których od jakiegoś czasu nigdzie nie mogłam znaleźć. Uznałam, że skoro nie mogę kupić tego, czego chcę, to zrobię to sobie sama, ot co! Siedziałam przy komputerze odczuwając ulgę, że po wielu latach w końcu mam w mieszkaniu Wi-Fi zamiast ciągle rozłączającego się modemu, który doprowadzał mnie do szaleństwa. Tyle drobiazgów, pozornie nieistotnych, dało mi siłę i wprawiło w dobry nastrój. Chciałam o tym napisać, ale wtedy znienacka do drzwi zapukał On, więc stęskniona rzuciłam się mu na szyję. Małe szczęścia. Więcej nie trzeba, aby kochać życie każdego dnia, prawda?

0 comment

Powiązane posty

Jestem ciekawa Twojej opinii. Podziel się nią!

* By using this form you agree with the storage and handling of your data by this website.

Moja strona wykorzystuje pliki cookies w celu zapewnienia prawidłowego jej działania. Szczegółowe informacje znajdziesz tutaj Akceptuję Czytaj Więcej