Lizbona. Tęsknię. Tak po prostu.

by Agnieszka Kuczyńska
Przez jakiś czas wyciszona po październikowej podróży, tęsknota za Portugalią znów zaczyna wracać i to ze zdwojoną siłą. Za każdym razem wspomnienia starczają na krótko. Czy to mnie będzie męczyło już do końca moich dni? 🙂
Pojawia sie nagle. Trwa kilka tygodni, czasem miesięcy. Zajmuję myśli czymś innym, jeżdżę to tu, to tam, czas mija szybko i wszystko powoli wraca do normy.
A potem znienacka nadchodzi dzień, w którym okrutna tęsknota wraca i zalewa mi serce. Nie pomaga filiżanka kawy Nicola, nie pomaga puszka Sumola ani sałatka z tuńczykiem. Siadam sobie w kąciku i zaczytam chlipać. A potem chodzę przez kilka dni niezadowolona.
Czasami ten stan wywoła wyjątkowo ponury dzień. Czasami artykuł w gazecie albo zdjęcie w Internecie. Tym razem przyczyniła się do tego rozmowa z osobą, z którą byłam tam pierwszy raz pierwszy. 10 lat temu. Za każdym razem nie mogę uwierzyć, że to było tak dawno temu.
    No i teraz mi tęskno. Do prania suszącego się w oknach, do stromych uliczek i sypiących się ścian.
  Do ulubionych miejsc, kieliszka wina, ukochanych smaków i zapachu grillowanej ryby.
   Tęsknotę podsycają znajomi, którzy są teraz w Lizbonie i co chwila wrzucają zdjęcia.
“To i ja jakieś wrzucę…” – pomyślałam sobie. Niewiele już ich zostało, ale kilka jeszcze wybrałam.
 Dziś nie będzie dużych słów, dłuższych opowieści. Nie mam nastroju. Jakoś ponuro.
Opowiem więc tylko zdjęciami o lizbońskim słońcu, cudownym świetle, leniwych chwilach. Starych budynkach, kolorowych kafelkach, psach i kotach szukających ucieczki od upału.
I pochlipię sobie w kącie, bo w tym roku na pewno tam nie wrócę. A chciałabym bardzo.
0 comment

Powiązane posty

Jestem ciekawa Twojej opinii. Podziel się nią!

.

Moja strona wykorzystuje pliki cookies w celu zapewnienia prawidłowego jej działania. Szczegółowe informacje znajdziesz tutaj Akceptuję Czytaj Więcej