Lizbona – Miasto, które kiedyś kochałam

by Agnieszka

Pierwsze wspomnienie Lizbony zachowam w sercu na zawsze. Grudniowy poranek 2004 roku. Po ponad 2 dobach spędzonych w podróży, w końcu dojechaliśmy na miejsce. Wysiadłam z autokaru i moje zmysły zostały porażone ogromem bodźców. Nigdy nie zapomnę jak świeżo tego dnia pachniały wody Tagu, zmieszane z łagodnym aromatem rozkwitających kwiatów. Nie zapomnę jak ciepłe światło miękko otulało jasne budynki w Parku Narodów. Nie da się wyrzucić z pamięci pierwszego kontaktu z szeleszczącym językiem, którego nie miałam okazji słyszeć nigdy wcześniej, ani plusku wody z kolorowej fontanny w kształcie wulkanu. Ptaki śpiewały tak głośno i melodyjnie, jakby zaczynał się najpiękniejszy dzień ich życia. Serce biło mi jak szalone.

To była miłość od pierwszego wejrzenia, która trwała przez kolejnych kilkanaście lat. Nie było roku, żebym przynajmniej raz nie odwiedziła stolicy Portugalii. Zapamiętałam ją jako miasto łagodne, ale na swój sposób ponętne. Nieidealne, ale jednak piękne. Po bliższym poznaniu okazało się swojskie i bardzo “moje”. Przystępnych cenowo lotów nie było dużo – z Polski 2 razy w tygodniu latały linie Centralwings.

Kilka lat później, do kraju nad Atlantykiem dumnie wkroczyły tanie linie lotnicze uruchamiając połączenia z niemalże całą Europą. Przypadło to akurat na moment, gdy po 9 latach regularnych wizyt miałam 3-letnią przerwę w podróżach do Portugalii. Kiedy w końcu udało mi się wrócić, długo dochodziłam do siebie.

Do opublikowania tego wpisu zbierałam się 2 lata. Po powrocie z Lizbony nie potrafiłam przelać na klawiaturę targających mną emocji. Robiłam jedynie notatki. To będzie bardzo S-U-B-I-E-K-T-Y-W-N-A opowieść.

Opowieść subiektywna, ale też krótka. O szybko rosnących cenach i upadających tradycyjnych lokalach, w których kiedyś czułam się jak na obiedzie u dziadków. O wycieczkowcach wyrzucających na brzeg po kilka tysięcy jednodniowych gości i ogromnych ilości śmieci. O hałaśliwych tuk-tukach, wdzierających się w najwęższe uliczki Alfamy i segwayach, przed którymi kilka razy musiałam zrobić unik. O wielogodzinnych kolejkach do wielu atrakcji i niekończącej się nigdy kolejce do tramwaju 28. O pomazanych ścianach dzielnicy Mouraria i zdewastowanych żółtych windach – symbolach miasta. O naganiaczach z drogich restauracji i przereklamowanym winie. O znikających z rynku mieszkaniach wykupowanych pod wynajem na Airbnb.

Nie zrozum mnie źle. Wiem, że świat idzie do przodu i nie mam prawa oczekiwać, że Lizbona zawsze będzie kilka kroków w tyle. Nie mam prawa mieć żadnych oczekiwań, bo tam nie mieszkam i nie wiem co dla mieszkańców jest najlepsze. Ale to trochę boli. Jak wspomnienie zapachu gumy Turbo i zwisania głową w dół z trzepaka. Albo smaku zupy owocowej serwowanej w dzieciństwie przez babcię i czasów bez komórek, gdy biegło się na plac zabaw nie wiedząc, czy ktoś będzie czekał. Nostalgia za czymś, co odeszło bezpowrotnie.

Powiesz, że wycieczkowce i pomazane ściany były też wcześniej. To prawda, ale samo miasto pamiętam inaczej. Być może problem nie leży w Lizbonie, a w moich oczekiwaniach i wciąż intensywnych wspomnieniach? Niewykluczone. Może widzę to, co chcę widzieć? Oczywiście, że cała Lizbona NIE wygląda tak jak zdjęcia powyżej. To są jedynie pojedyncze ujęcia, ale rzucały mi się w oczy mocniej niż kiedykolwiek wcześniej. 

Moje uczucie do Lizbony zawsze będzie żywe. Jest jak wspomnienie pierwszej miłości, pierwszego pocałunku i pierwszego porywu serca. Nie da się przekreślić tych wszystkich uczuć, wmówić sobie, że nigdy ich nie było. To, co zostawiło w nas ślad raz, zostaje na zawsze.

Pomimo rozczarowania, wróciłam ponownie. Uczę się nowo zastanej rzeczywistości, próbuję się w niej odnaleźć. Postanowiłam, że nie będę już nocować w samym mieście, raczej gdzieś w okolicach. Mniej popularnych i mniej zadeptanych. Bliżej otwartych przestrzeni i oceanu. A może nie powinnam już wracać? Nie wiem. To wszystko jest bardzo trudne i nie umiem znaleźć poprawnej odpowiedzi. Moje przemyślenia z sierpnia 2019 są wciąż żywe. 

Czy są jakieś miejsca, które według Ciebie bardzo się zmieniły w ostatnich latach, wraz z przyśpieszonym rozwojem turystyki?

A tak przy okazji. Na blogu i w social mediach mnie ostatnio trochę mniej, ale chciałabym pozostać z Tobą w kontakcie. 1-3 razy w miesiącu będę wysyłała list o życiu i podróżach. Mogą to być różne wspomnienia, przemyślenia, podsumowania miesiąca. Nowe miejsca i ciekawe przeżycia. Pewnie wspomnę też o mojej firmie (ruszam w lipcu!), ale to nie będzie temat przewodni. Byłoby fajnie, gdyby to była wymiana wiadomości, nie jednostronna korespondencja. Brakuje mi tego bliskiego kontaktu, który miałam z Tobą wcześniej.

1 comment

Powiązane posty

1 comment

Jadźka 16 lipca, 2020 - 12:45 am

Pamiętam Twoje dawne wpisy o Lizbonie, rozczytywałam się w nich w czasach, gdy sama zakochałam się w tym mieście, około 2012 roku. Miałam wrażenie, że nikt tak dobrze nie opisuje uczuć, które również mi towarzyszyły w Lizbonie.
Lizbona jest dla mnie miejscem wyjątkowym również z tego powodu, że odkryła je dla mnie moja mama – razem poleciałyśmy tam po raz pierwszy i razem wracałyśmy. Potem również miałyśmy kilka lat przerwy, no i planowałyśmy powrót w 2019 roku, którego niestety nie doczekała. I ja teraz też czuję, że nie jestem w stanie do Lizbony wrócić, boję się, że przytłoczy mnie saudade. Trochę się też boję tych zmian, o których piszesz, boję się, że to moje wyjątkowe miasto stało się kopią Barcelony.
Z drugiej strony pragnę wrócić, jeszcze raz posłuchać fado śpiewanego zachrypnietym głosem przez kelnera w barze, zgubić się w labiryncie wąskich uliczek i wypić kieliszek wina ku pamięci mojej Mamy.
Co do negatywnego wpływu turystyki na miejsca niegdyś magiczne – jako pierwsze przychodzi mi do głowy Bali – niestety w Azji Płd-Wsch jest bardzo mało ograniczeń regulujących potencjalne szkody czynione przez rozwój turystyki. Mam nadzieję jednak, ze kiedy już branża turystyczna podniesie się po pandemii, wyjdzie z tego w trochę lepszej postaci, może właśnie ukierunkowanej na sustainable tourism?

Odpowiedz

Jestem ciekawa Twojej opinii. Podziel się nią!

.

Moja strona wykorzystuje pliki cookies w celu zapewnienia prawidłowego jej działania. Szczegółowe informacje znajdziesz tutaj Akceptuję Czytaj Więcej