Kuchnia maltańska cz. I

by Agnieszka Kuczyńska
Jedzenie w podróży jest dla mnie bardzo ważne, uwielbiam poznawać nowe smaki, a wizyty w miejscowych knajpkach sprawiają mi ogromną przyjemność. Dlatego staram się wybierać hotele z samym śniadaniem, a inne posiłki jeść na mieście. Kuchnia maltańska dała mi możliwość spróbowania wielu nowych rzeczy.
Malta pieczona ryba lampuki z frytkami
Kuchnia narodowa na wyspie występuje, trzeba jednak poświęcić trochę czasu i energii, aby ją odkryć. Niestety, pierwsze co rzuca się w oczy to wszechobecne lokale dostosowane do dość niewyszukanych potrzeb Brytyjczyków. Angielskie śniadania serwowane przez cały dzień, fish&chips z mrożonki, tony tłustych frytek, litry keczupu, mnóstwo butelek piwa i coli. Na szczęście, udało nam się odkryć prawdziwy smak Malty. Z radością dziś o nim opowiem. Podam też ceny, żeby ułatwić podjęcie ewentualnych decyzji wyjazdowych.
Świeża ryba lampuka
Podstawą żywienia w czasie podróży na południe Europy są dla mnie ryby. W domu nie jem ich często, dlatego, gdy tylko uda mi się wyrwać w nadmorskie rejony, ryba na moim talerzu ląduje regularnie. Na portugalskiej Maderze po raz pierwszy jadłam espadę, na Sycylii miecznika, a na Malcie lampukę.
Sliema restauracja L'Aroma mix ryb i owoców morza
Ta biała, delikatna i niezwykle smaczna ryba migruje u wybrzeży wyspy jesienią. Zwykle od października do grudnia, czasem stycznia. W każdej restauracji serwowana była inaczej. Codziennie wyszukiwałyśmy małe knajpki, niezbyt rzucające się w oczy. Zwykle skromne w wystroju lub lekko kiczowate. Nie zawiodłyśmy się.
Maltańskie wino i pieczona lampuka z pomidorkami cherry
Nasza pierwsza lampuka została przyniesiona razem z folią w której była pieczona. Zapach zwalił mnie z nóg. Idealnie przyprawiona ziołami, świeżym czosnkiem i pomidorkami koktajlowymi. Serwowana ze świeżymi frytkami i prostym mixem sałaty, pomidora i cebuli. Danie było przepyszne. Okazało się później, że była najdroższa ze wszystkich (15,95€/1os), ale za to wino było niedrogie (4 €/pół dzbanka) i nie żałowałyśmy tego wydatku. Zresztą tę konkretną lampukę wspominam do dziś.
Maltańska bułka ftira
Wybierając się na rejs na wyspę Comino postanowiłyśmy zabrać ze sobą lunch, obawiając się, że na miejscu zastaniemy jedynie fast-food (faktycznie tak było). Kupiłyśmy na wynos maltańską bułkę, która nazywa się ftira. Jest zbita, dobrze wypieczona, pachnąca. Podobnie jak najpopularniejsza na wyspie kanapka hobza (inne pieczywo) była natarta pomidorami z oliwą i czosnkiem, a farsz tworzyło pyszne połączenie kawałków tuńczyka w zalewie, cebuli, korniszonów, oliwek i sałaty. Była tak sycąca, że spokojnie zastąpiła nam obiad. W marketach robiona na miejscu ftira/hobza kosztuje ok. 3€, w barach “na wynos” 3€-4€, w restauracjach jako posiłek 5€.
Malta białe wino ser z Gozo i galletti
Restaurację Ta’Kolina wypatrzyłyśmy już pierwszego dnia. Jako przystawkę zamówiłyśmy tradycyjne sery maltańskie (ġbejna). Podane na sałacie, z pomidorem, ogórkiem oraz tradycyjnymi, niezbyt słonymi krakersami galletti, polane majonezem (7€). Do tego pół dzbanka wina za 6.5€.
Ta'Kolina lampuka w sosie cytrynowym
Jako główne danie ponownie lampuka. Sylwia zamówiła grillowany filet w sosie pomidorowym z oliwkami i kaparami.
Ta'Kolina lampuka w sosie pomidorowym z kaparami i oliwkami
Ja natomiast grillowany filet w sosie cytrynowym z czosnkiem i ziołami. Obydwie wersje były fantastyczne, a sosy aromatyczne i doskonałe. Każda z ryb serwowana z chlebem i sałatką kosztowała ok. 14€.
Maltański ser Gbejna z ziołami
O serze wspominałam przy okazji przystawki. Według przewodnika te sery są zawsze kozie, jednak i w sklepach i restauracjach pod tą samą nazwą kryją się też krowie i owcze. Ten ze zdjęcia powyżej jest krowi, wędzony z czosnkiem i ziołami. Popularna jest też wersja z pieprzem oraz ser świeży, niewędzony. Ta marka jest powszechnie dostępna w sklepach spożywczych i marketach.
Maltańskie przekąski - ser gbejna, krakersy galletti i pasta bigilla
Jednego wieczoru zrobiłyśmy sobie kolację na dachu naszego hotelu. Był tam niewielki taras ze stołami i krzesłami. Kupiłyśmy maltańskie wino stołowe (4.5€/butelka), świeże pomidory, różne sery, galletti czyli krakersy o których już pisałam wcześniej. Same nie są zbyt smaczne, ale użyłyśmy ich do jedzenia kolejnej maltańskiej specjalności jaką jest bigilla – pasta z bobu, intensywnie doprawiona chilli, czosnkiem, pietruszką, oliwą i ziołami. Serki kosztowały w markecie po ok. 0,90€ każdy, krakersy jakieś 0.50€, a 200g bigilii 1,50€-2€.
Malta napój Kinnie i bułka ftira
W restauracjach próbowałyśmy wyłącznie białych win maltańskich. Zakres cen jest duży (4€-9€ za pół dzbanka, 8€-20€-i więcej za butelkę). Kieliszek zazwyczaj kosztuje 3€-5€. Na koniec pierwszej części wpisu jeszcze 2 tradycyjne maltańskie napoje. Kinnie, będący lokalną alternatywą dla coca-coli. Dla mnie jest to połączenie lekko wygazowanej coli z gorzką skórką pomarańczową i różnymi ziołami. Dobrze gasi pragnienie w upalne dni i nie jest bardzo słodki. Jest też piwo CISK, bardzo lekkie i słabe. 0,5l Kinnie kosztuje ok. 1,3€ w sklepie, piwo od 1€ za puszkę w sklepie do 3.5€ w restauracji.
To koniec pierwszej części a w kolejnej ponownie pojawi się lampuka, a także specjalność wyspy – królik oraz boski obiad na Gozo i desery. Wpis możesz przeczytać TUTAJ.
17 komentarzy

Powiązane posty

17 komentarzy

Agnieszka Kuczyńska 3 czerwca, 2015 - 9:31 am

Jadłyśmy, ten wpis ma 2 części 🙂

Odpowiedz
Anonimowy 3 czerwca, 2015 - 8:44 am

Hmm, jeszcze Wam zostaje do spróbowania potrawka z królika i pastizzi. Miło powspominać słoneczną Maltę. Dziękuję za ten wpis 🙂

Odpowiedz
Agnieszka Kuczyńska 18 września, 2013 - 10:46 am

Powiem szczerze, że nie bardzo! Wybierałyśmy na wyczucie miejsca, które nie wyglądały bardzo turystycznie (w Sliemie właściwie większość była super, Valetta jest raczej turystyczna, najgorsze jedzenie było w Marsaxlokk). Na Gozo znajpa nazywała się Ta'Rikardu i była bezbłędna! Pyszne jedzenie, wspaniałe wino.

Odpowiedz
KJ 18 września, 2013 - 10:07 am

Witam,
planuję wybrać się na Maltę, dziekuję za mnóstwo praktycznych informacji, które zamieszczasz na swoim blogu. Jestem pod wrażeniem Twoich podróży. Co do Malty, chciałabym sie zapytać czy pamiętasz może nazwy jakichś restauracji, w których byłyście/ lub innych lokali? pozdrawiam,
K

Odpowiedz
Agnieszka Kuczyńska 3 czerwca, 2013 - 8:00 pm

Dziękuję za komentarz! Ja również z podróży przywożę dużo jedzenia, przypraw i kulinarnych pamiątek!

Odpowiedz
Anonimowy 2 czerwca, 2013 - 12:19 pm

Próbowanie lokalnej kuchni to podstawa. W Bretanii żywiłam się głównie owocami morza na zmianę z galettes czyli gryczanymi naleśnikami. Na Korsyce spróbowałam piwa kasztanowego, a piwa nie pijam. W Prowansji piłam różowe wina zagryzając słynnymi melonami z okolic. W RPA głównie mięso wołowe i z dzikich zwierząt. Na miejscu jem to, co trudne do transportu, ale kupuję też masę produktów. Wspaniałe są kuchnie Bliskiego Wschodu, ale mimo,że od wielu lat tylu Polaków tam wyjeżdża mało się przyjęło. Taki bulgur w Turcji kosztuje grosze, fantastyczna jest ich papryka pul biber i syrop z granatów do sałat. Z podróży na południe Europy przywożę oliwki, oliwę, sery te twardsze, sosy balsamiczne, sardynki z Portugalii, przyprawy (najlepszej jakości są te w zwykłych sklepach dla tubylców, a nie dla turystów). Bardzo lubię podróżować i gotować, dlatego podczas podróży ważne jest dla mnie poznawanie kultury kulinarnej. Myślę,że wielu traktuje to po macoszemu jako coś gorszego niż zwiedzanie muzeum.

coralin

Odpowiedz
Anonimowy 19 października, 2012 - 8:16 pm

Aż ślinka leci, takie to wszystko kolorowe i apetyczne:)))

Odpowiedz
Kasia na Rozdrożach 19 października, 2012 - 12:17 pm

Ja poprosze te osmiorniczki i tego kota 😉
Z twojego posta i zdjec wnioskuje, ze Malta jest… przepyszna! :=)

Odpowiedz
Agata 19 października, 2012 - 9:09 am

jak ja zawsze po podroży tęsknię za fajnym jedzonkiem…I często próbuję robić coś sama i nigdy nie wychodzi 🙁 Brakuje klimatu miejsca

Odpowiedz
RepLife 19 października, 2012 - 8:21 am

Zobaczyłem tę ftirę i od razu zgłodniałem. Po opisie i zdjęciu już wiem, że na pewno by mi smakowała 😀

Odpowiedz
Anonimowy 18 października, 2012 - 6:39 pm

o Boze jakie to smaczne!!!!!

Odpowiedz
Ola 18 października, 2012 - 12:21 pm

ryby w całej Europie strasznie drogie…
życie & podróże
gotowanie

Odpowiedz
k. 18 października, 2012 - 10:56 am

Z Tobą to ja bym z głodu nie umarła. Zawsze bierzemy all inclusive, bo mój mąż wiecznie głodny i chce mieć szybko 😉 bardzo przydatne informacje i jeśli tylko wyląduje kiedyś na Malcie skorzystam z Twoich podpowiedzi, czyt. pójdę na łatwiznę 🙂

Odpowiedz
Agnieszka Kuczyńska 18 października, 2012 - 10:50 am

Aga – jeszcze ciąg dalszy przed Tobą 🙂 w przygotowaniu

Ewa – nie przepadam za czerwonymi winami w dzień/do obiadu. Lubię białe, lekkie, chłodne, orzeźwiające w upalny dzień. Poza tym do ryby zdecydowanie najbardziej mi pasuje. A nasza uczta hiszpańska była wyśmienita:)

Odpowiedz
Ewa 18 października, 2012 - 10:45 am

Takie lokalne jedzonko samemu przygotowane jest zawsze fajne, ja ciągle miło wspominam naszą "ucztę" hiszpańską u mnie w domu 🙂

Z ciekawości – czemu tylko białe wina? Na Malcie nie ma czerwonych, czy akurat nie miałyście ochoty?

Odpowiedz
Unknown 18 października, 2012 - 10:37 am

Narobiłaś nam smaku. Kuchnia maltańska należy do tych mało odkrytych i mało znanych, ale twój post mi ją przybliżył. Dziękuję 🙂

Odpowiedz
Jo 18 października, 2012 - 10:26 am

masz rację, żeby poczuć klimat, trzeba nie tylko rozkochać się w miejscu, przecisnąć uliczkami, odwiedzić lokalny targ, ale przede wszystkim zakosztować kuchni 🙂

Odpowiedz

Jestem ciekawa Twojej opinii. Podziel się nią!

* By using this form you agree with the storage and handling of your data by this website.

Moja strona wykorzystuje pliki cookies w celu zapewnienia prawidłowego jej działania. Szczegółowe informacje znajdziesz tutaj Akceptuję Czytaj Więcej