Jesień w Edynburgu – jaka jest?

by Agnieszka Kuczyńska
Kiedy powiedziałam na głos, że wybieram się pod koniec września do Szkocji, wiele osób patrzyło na mnie ze współczuciem – Ojjj biedna, będzie zimno, mokro, wcale nie fajnie! Zmień plany, anuluj bilety i koniecznie leć na południe Europy!
Wzruszałam tylko ramionami ignorując komentarze. Spakowałam ciepłe swetry, wygodne buty i nieprzemakalną kurtkę postanawiając stawić czoła wyzwaniu. Zresztą, kto powiedział, że zawsze i wszędzie powinno być gorąco i słonecznie? 🙂
Gdy wylądowałam w Glasgow, niebo było czarne i potwornie smutne, a chłodny deszcz sugerował, że wszyscy mieli rację. Wtedy zorientowałam się, że jestem na innym lotnisku niż myślałam, że będę i że zamiast zużytej karty pokładowej wyrzuciłam do śmieci bilet na autobus do Edynburga. Cóż mogłam zrobić? Kupić czekoladę Cadbury i ruszyć w drogę! 🙂
Do Edynburga dotarłam wczesnym popołudniem. Szybko znalazłam mój hostel, który zresztą był pozytywnym zaskoczeniem. W moim 8-osobowym pokoju przebywały dwie dziewczyny z Litwy, leżały na łóżkach czytając gazety. Zajęłam ostatnie wolne łóżko na dole (panicznie się bałam, że przypadnie mi w udziale “piętro” brrrrrr), wzięłam prysznic, spytałam, czy polecają jakieś miejsce, gdzie można zjeść, ale nie uzyskałam odpowiedzi.
Na zewnątrz panowała przyjemna temperatura, jakieś 15*C, świeciło dość mocne słońce, jedynym minusem był fakt, że wcześnie zaczęło się robić ciemno, więc tego dnia nie udało mi się poszaleć z aparatem. Nie miałam żadnej mapy, więc pokręciłam się po okolicy, zrobiłam zakupy i odebrałam telefon a miły męski głos poinformował mnie, że z wycieczki nad jezioro Loch Ness kolejnego dnia nici, bo zepsuł się samochód. Przyznaję, że wpadłam w histerię.
Dziś śmieję się z tej sytuacji i z siebie, bo upierałam się jak osiołek, żeby jak najwięcej zobaczyć za miastem, nieświadoma faktu, że sam Edynburg jest tak piękny, magiczny i oferujący dziesiątki atrakcji, że mogłabym spokojnie przez 4 dni się z niego nie ruszać.
Pierwszym co zobaczyłam, był zamek na wzgórzu nad Queen Street Gardens. Nie próbowałam nawet ukryć zachwytu. Zapadał zmierzch, światło dnia mieszało się z ciemnymi barwami nocy tworząc z otaczającymi mnie kwiatami bajeczną mozaikę.
Rozejrzałam się dookoła i dostrzegłam mnóstwo róż, które przywołały w mojej pamięci wspomnienie ukochanego, londyńskiego Regent’s Park. Wiedziałam już, że będzie wspaniale. Edynburg uwiódł mnie swoim tajemniczym obliczem. Dawno nie widziałam miasta z tak cudowną architekturą, z taką mieszanką stylów, kolorów.
Dawno nie słyszałam tylu ciekawych i mrocznych historii. Zainteresowała mnie przeszłość Szkocji, a także jej przyszłość (we wrześniu tego rok odbędzie się referendum w sprawie odłączenia jej od Wielkiej Brytanii). Chętnie pytałam ludzi, co o tym sądzą, ale ich odpowiedzi nie były jednoznaczne. Przynależność do Wielkiej Brytanii niesie ze sobą zapewne mnóstwo przywilejów, ale poczucie odrębności mieszkańcy mają chyba dość silne. Nie chcę jednak wyrokować, bo byłam tam zbyt krótko – może ktoś z Was mieszka tam i podzieli się ze mną obserwacjami? Jakie są teraz komentarze, nastroje?
W Edynburgu miałam przyjemność słuchać wielu ulicznych muzyków, zarówno w ciągu dnia jak też wieczorami. Kocham się nie śpieszyć! Świadomość, że mogę usiąść kiedy chcę na schodach by posłuchać dobrej muzyki albo patrzeć na ludzi mnie uskrzydla.
Taka jestem. Bardziej od zabytków cenię życie ulicy i dlatego tak mało zabytków tu widzicie. Staram się pokazać coś innego, coś, czego nie zobaczycie w przewodnikach. Jakiś lokalny koloryt, to, co szczególnie przykuło mój wzrok czyniąc miejsce wyjątkowym.
Edynburg czarował mnie pogodą, pięknym światłem, grą cieni na budynkach. Było zielono i soczyście. Wspaniała jesień, zupełnie nie złota, raczej kolorowa niczym tęcza.
Wieczory były nieco chłodniejsze, ale nadal przyjemne. Lekka mgła nad miastem dodawała mu tylko urody. Edynburg jest miastem dla ludzi z wyobraźnią. Dla marzycieli, tak myślę. Ile w nim inspirujących, wywołujących najróżniejsze myśli i skojarzenia zakątków, nie zliczy nikt. Wzgórze Calton Hill nocą wprawiło mnie w osłupienie. Jakbym się znalazła w innym świecie.
Czułam się rozpieszczana jasnymi promieniami buszującymi w koronach drzew. Nie mogłam sobie wymarzyć lepszej pogody, chociaż wiem, że miałam dużo szczęścia, bo Szkocja jest kapryśna, równie dobrze mogło wiać, lać i być chłodno. Sądzę, że fantazje o powtórce w tym roku są dość naiwne, ale staram się nie tracić nadziei, może się uda?

Moja strona wykorzystuje pliki cookies w celu zapewnienia prawidłowego jej działania. Szczegółowe informacje znajdziesz tutaj Akceptuję Czytaj Więcej