UA-48223693-1

Jeden dzień w Palermo

by Agnieszka

Sycylia jest wyspą, której na pewno nigdy nie zapomnę. Spędziłam tam cudowny tydzień, wypełniony opowieściami o historii wyspy, kolacjami zdającymi się nie mieć końca i błogim lenistwem. Nie takim fizycznym, ale psychicznym. Pierwszy raz od dawna czułam jak z mojego ciała odpływa stres, a głowa cudownie się resetuje.

Zakochała się w niej także Carol Drinkwater, autorka “oliwkowej serii” książek, którą uwielbiam. Carol wybrała się na Sycylię, gdy po kupieniu oliwkowej farmy w Prowansji, zaczęła produkować własną oliwę.  Szybko przerodziło się to w pasję. Pewnego roku postanowiła wyruszyć samotnie szlakiem oliwkowych drzewek po krajach Morza Śródziemnego. Swoją podróż opisała w jednej z książek. Drinkwater pisze ““Najrozmaitsze ludy, azjatyckie, afrykańskie, europejskie dokonywały podbojów, mieszały się i odciskały swoje ślady na tej wyspie. trójrożny wir, chaos sztormów, wichur i wulkanów, które spychały z kursu statki i rozbijały je lub zatapiały”. Może dlatego jest dziś taka niezwykła?

Z jednej strony piękna i dostojna. Z drugiej biedna i zniszczona. Ze spaloną słońcem zielenią, gorącą pizzą prosto z pieca, świeżymi rybami na targu. Z serdecznymi ludźmi, których codzienność nie jest łatwa. Mafia budzi we mnie strach, ale z drugiej  strony niektórzy twierdzą, że dzięki niej panuje na wyspie jako taki porządek. Sycylia się zmienia, unowocześnia, a jednak tradycja wydaje się nieruszona. Z opowieści przewodniczki, która spędziła z nami tydzień, wyłonił mi się obraz tak fascynującej, sycylijskiej codzienności, że chciałabym poznać ją jeszcze lepiej.

Palermo. Czy to słowo nie jest piękne? Jego brzmienie przywołuje sceny z różnych filmów, zalane słońcem kadry, wąskie ulice, place, skutery, dorożki konne. Widzieliście film Wima Wendersa “Palermo Shooting“? Nie jest to film, który chciałabym polecić, ale to jak przedstawiono w nim miasto, nie dawało mi spokoju. Chciałam je odwiedzić. Udało się!

Na pierwszych zdjęciach jest przepiękna katedra w Palermo. To dość duży kompleks, równie imponujące wrażenie robi na zewnątrz, jak też w środku. Jak zwykle jednak najbardziej podobały mi się nie zabytki, a to, co dzieje się na ulicy. Mijani ludzie. Jakże różnorodni! Główna ulica handlowa jest bardzo elegancka, widać na niej dobrze ubranych ludzi, garnitury i błyszczące pantofle. Drogie zegarki, błyszczące samochody, markowe okulary przeciwsłoneczne. Sklepy na które nigdy nie będzie mnie stać, piękne witryny, przepych. Kilka kroków dalej bieda. Pranie suszące się w oknach, obdrapane ściany, skromnie ubrani mieszkańcy.

Dużo ciekawych detali, ozdób. Coś jest wyjątkowego w sycylijskim powietrzu. Coś nieopisanego, nienazwanego. Trzeba to poczuć. Samo wspomnienie wywołuje we mnie tęsknotę. Jak wszędzie, są miejsca bardzo prawdziwe i te tylko dla turystów. Jedzenie u Mammy ubranej w kwiecisty fartuch, bez karty i wielkiego wyboru oraz lokale na każdą turystyczną kieszeń. Z trochę oszukanymi daniami, lodami, a nawet kawą.

Te 4 godziny w stolicy Sycylii pozwoliły mi odrobinę poczuć klimat tego miasta, ale też zostawić uczucie niedosytu. 4h to zaledwie spacer, zajrzenie w kilka zakątków, zjedzenie 2 gałek lodów i wypicie szybkiego espresso. Dla mnie to stanowczo za mało. Palermo jest piękne, ale bywa niebezpiecznym miastem. Warto zachować ostrożność na każdym kroku i pilnować swoich rzeczy.
0 comment

Powiązane posty

Jestem ciekawa Twojej opinii. Podziel się nią!

.

Moja strona wykorzystuje pliki cookies w celu zapewnienia prawidłowego jej działania. Szczegółowe informacje znajdziesz tutaj Akceptuję Czytaj Więcej