Jarmarki bożonarodzeniowe w Dreźnie – relacja

by Agnieszka Kuczyńska
Drezno zdjęcia
Jak pewnie pamiętacie, w sierpniu na zaproszenie przewoźnika autokarowego ECOLINES miałam okazję wybrać się do Wilna na weekend. Wyjazd był naprawdę udany, bardzo się więc ucieszyłam, gdy dostałam ponowną propozycję skorzystania z przejazdu ich autokarem.
Jarmark bożonarozeniowy w Dreźnie
Tym razem mogłam wybrać dowolne miasto docelowe i nie ukrywam, że pierwsza radość przeszła w przerażenie, gdy zorientowałam się, że siatka tego przewoźnika jest mocno rozwinięta (z Dworca Zachodniego w Warszawie jeżdżą w kilkadziesiąt miejsc). Długo się zastanawiałam, gdzie chciałabym pojechać i stwierdziłam, że warto z tej okazji spełnić jedno z marzeń z mojej Listy Marzeń. Wybrałam Jarmark Świąteczny, a z pomocą koleżanki doprecyzowałam kierunek – padło na Drezno, centrum niemieckiej Saksonii.
Autobusy ECOLINES mają dużo tras nocnych, co jest bardzo wygodne. W piątek po pracy zdążyłam jeszcze spakować małą walizkę i zjeść z sąsiadką kolację, bo dopiero o 23.00 musiałam być na dworcu. Autokary są komfortowe Tym razem: sporo miejsca na nogi, rozsuwane fotele, wifi, Pani z obsługi, która dość sprawnie skontrolowała dokumenty, wytłumaczyła każdemu jak będzie wyglądała podróż, rozdała kocyki.
Jarmark w Dreźnie sery
Myślę, że warto wspomnieć, że ECOLINES mają zwykle długie trasy, takie jak nasza: Wilno-Stuttgart, więc ponad 24h jazdy (!), w związku z czym towarzystwo na pokładzie jest międzynarodowe. Pani z obsługi nie była Polką, ale dużo po polsku rozumiała, znała też język angielski, więc bez problemu można było się porozumieć. Do Drezna podróż upłynęła szybko i sympatycznie, spałyśmy smacznie i dojechałyśmy o 11.00 wyspane.
Pierniki na jarmarku bożonarodzeniowym
Jedyny nocleg jaki udało nam się znaleźć w rozsądnej cenie (okres jarmarków jest  mocno obłożony) według mapy znajdował na drugim końcu miasta. Byłam tym nieco zmartwiona, ale okazało się, że obiekt jest przeuroczy, komunikacja z centrum dobra, a miasto nie jest ogromne, więc spokojnie z hostelu na jarmark przeszłyśmy piechotą w ok. 30 minut.
Drewniane zabawki jarmark w dreźnie
Na pierwszy jarmark. Z wielu! Miasto przygotowało czytelne informatory z mapką, gdzie oznaczono każdy z aż 11! Najbliżej nas były Augustus Market i Neustadt Advent in the Baroque Quarter. Od razu poczułyśmy klimat światełek, girland i stoisk z różnymi cudami!

Zdjęcia które widzisz w tym wpisie są miksem wszystkich jarmarków, które miałyśmy okazję odwiedzić w czasie naszego weekendowego pobytu (byłyśmy na 9). Są one podobne, według mnie niczym szczególnym żaden z nich się nie wyróżniał poza położeniem i zatłoczeniem.
Co na jarmarku robić można? Na pewno jeść!!! Powiem szczerze, że byłam w tym temacie lekko zaskoczona, bo spodziewałam się wielkiego wyboru wszystkiego, a tymczasem menu było dość monotonne, szczególnie dań wytrawnych. Zależało mi, aby spróbować flamkuchen, widziałam te przypominające pizzę placki w zaledwie kilku miejscach, ale zachęciły mnie wyglądem tylko u tego miłego Pana poniżej.
Co ciekawe, z 6 rodzajów wypisanych na liście, miał dostępną wyłącznie wersję wegetariańską, co dla mnie było ok, ale odstraszyło wielu klientów spragnionych cięższych smaków. Nasza wege-wersja była super lekka i smakowała nam bardzo. Zamówiłyśmy tylko jedną (5,5EUR) i zjadłyśmy na pół, aby zaspokoić pierwszy głód.
Największą popularnością na jarmarku cieszy się oczywiście grillowana kiełbasa w bułce czyli bratwurst (2,5-4EUR), w kilku wersjach. To szybka przekąska, która sprzedaje się chyba w tysiącach sztuk na godzinę i jest praktycznie na każdym kroku.
Poza tym pojawiały się zupy, gulasze, zapiekanki i trochę smaków z innych krajów jak np. węgierski langosz, który dla mnie jest czymś totalnie niezjadliwym i mój żołądek miał skurcze na sam jego widok (a muszę przyznać, że widziałam go w rękach turystów ciągle!).
Słodyczy było sporo, chociaż na większości stoisk w sumie też się powtarzały. Główną atrakcją było pełne bakalii, świąteczne ciasto dresden stollen, ale to do kupienia raczej na wynos, podobnie jak pięknie opakowane, malowane pierniki czy suszone owoce. Zjeść na miejscu można np. owoce w czekoladzie (byłam bardzo zaskoczona, gdy okazało się, że na patyk nabito surowe, twarde, zielone jabłko ze skórą polane czekoladą, spodziewałam się raczej miękkiego a już z pewnością bez skórki, ale może mam dziwne wymagania :)). 
Poza tym serwowano pieczone jabłka z bitą śmietaną i sosem (od. 3 EUR wzwyż), kasztany jadalne (od 2 EUR za małą paczuszkę) i znany mi z Czech Trdelnik z cukrem (4E UR). Nos miło łaskotał zapach prażonych orzechów w lukrze, ale nie próbowałyśmy ich.
Poza tym nabrałyśmy się na coś, co wyglądało jak wielki, super niezdrowy pączek oblany czekoladą, w kształcie gwiazdy, a okazało się mdłym, miękkim preclem bez smaku (3.5 EUR).
Z jedzenia można też kupić lokalne wędliny, kiełbasy, sery, przetwory, przyprawy, zioła, miody, ciasta i ciastka. Ceny jarmarkowe, czyli raczej mocno zawyżone, ja skusiłam się jedynie na kulki marcepanowe dla babci (4EUR) a potem zobaczyłam w sklepie większe dużo pudełko za niecałe 3 EUR a takich samych rozmiarów torebkę za jedynie… 0,70 EUR.
Ceny dekoracji i zabawek były zawrotne. Ozdobne gwiazdy po 40 EUR, małe maskotki od 20 EUR wzwyż, rękawiczki też od 20EUR, breloczki pluszowe od 15EUR, bombki paczka od 30 EUR, figurki z drewna od 5 EUR za miniaturki niewiele większe od naparstka, więc nie muszę chyba mówić, że większość całkowicie poza moim budżetem.
  Kupiłyśmy jedynie mieszankę przypraw na 4 butelki grzanego wina (1.5EUR).
No właśnie, glühwein, czyli grzane wino jest absolutną gwiazdą dni i wieczorów. Piją je wszyscy, wszędzie. Do kupienia na każdym kroku, a w oczach mienią się tylko kolorowe kubki. To jest coś, co podobało mi się bardzo – podchodzę do lady, proszę 2 wina, płacę ok. 10EUR, dostaję 2 parujące kubeczki z wesołym, świątecznym wzorkiem, wypijam, po czym decyduję co dalej – mogę sobie kubek zatrzymać jeśli chcę lub zwrócić i otrzymać zwrot ok. 5 EUR. O wiele fajniejszy to klimat niż smutny, biały, plastikowy jednorazowiec.
  Wina sobie nie żałowałyśmy, chociaż też bez przesady, chodziło bardziej o to, aby się ogrzać.
 Jarmark w Dreźnie wedłuh informatora dla turystów jest najstarszym w Niemczech i odbywa się od 1434 roku! W dzisiejszych czasach jest to impreza organizowana z dużym rozmachem.
Nie mogłyśmy doczekać się, aż zajdzie słońce i zrobi się ciemno, bo wtedy dopiero zaczynają się jarmarkowe czary i całość zaczyna robić niesamowite wrażenie.
 Tysiące światełek, niewidoczne za dnia postaci jakby ożywają dzięki podświetleniu.
 Wszystko zaczyna się mienić i błyszczeć, nabiera świątecznego, ciepłego charakteru.
 Warto wiedzieć, że jarmark trwa od 10 do 21, więc zamykają dość wcześnie.
 Poniżej: główny Strizelmarkt usytuowany na Starym Mieście, prezentuje się chyba
 najlepiej i jest najbardziej różnorodny, więc zdecydowanie najwięcej na nim osób.
 Mi osobiście najbardziej podobał się jednak mniejszy, bardziej kameralny jarmark
  na Nowym Mieście,z którego nie wiem czemu, ale praktycznie nie mam żadnych zdjęć.
Fajnie, że ciągle spotykaliśmy ludzi o kulach, na wózkach, niepełnosprawnych także umysłowo. Cieszy mnie, że opuszczają mieszkania i ruszają wśród ludzi a z tego co obserwowałam, spotykali się z troską i opieką. Sporo też było rodziców z dziećmi.
 Samo Drezno jest ładnym miastem, warto trochę się pokręcić po uliczkach i głównych zabytkach. Miałam wielką chęć, aby wejść do galerii Zwinger, ale nie starczyło czasu.
W Dreźnie spędziłyśmy prawie całą sobotę i niedzielę do godziny 17. Udało nam się zrobić zakupy (chociaż nie ukrywam, że w sklepach, a nie na samym jarmarku), zjeść kilka przysmaków, na które polowałyśmy, spróbować grzanego wina i zrelaksować  się z daleka od domu. Podróż powrotna powiem szczerze, że była dość męcząca, bo w autobusie było strasznie gorąco i brakowało mi indywidualnego nawiewu, bo przy dużej liczbie osób na pokładzie nigdy nie da się dogodzić każdemu, ale tym razem  temperatura była bardzo wysoka. Spotkałam się z tym po raz pierwszy w autobusie ECOLINES, mam nadzieję, że było to jednorazowe zdarzenie. Pomimo tego, nadal polecam tego przewoźnika, ponieważ autobusy są wygodne, a ceny niewygórowane. 
⇒⇒⇒ Zobacz też wpis JARMARKI BOŻONARODZENIOWE W BERLINIE ⇐⇐⇐
34 komentarze

Powiązane posty

34 komentarze

Agnieszka Kuczyńska 27 grudnia, 2013 - 11:15 am

Na jarmarku były budki z różnych państw, także z Czech – stąd Krecik 🙂

Odpowiedz
Angelica81 26 grudnia, 2013 - 10:03 pm

Cóż tez Krecik robił w Dreźnie? to mnie najbardziej zaskoczyło, bo niestety zawrotne ceny ani trochę 🙁

Odpowiedz
Agnieszka Kuczyńska 23 grudnia, 2013 - 11:14 am

Hehe, no faktycznie, nieco odstajesz od reszty z tym pogladem 😉 Ja też ogólnie tłumów nie lubię, ale tutaj sa one uzasadnione. a sam jarmark, fajna rzecz, ale na max 2 dni 🙂

Odpowiedz
Agnieszka Kuczyńska 23 grudnia, 2013 - 11:13 am

Jednak te chłodniejsze miejsca bardziej się ze Świętami kojarza, prawda? 🙂

Odpowiedz
Agnieszka Kuczyńska 23 grudnia, 2013 - 11:12 am

Dokładnie, tak uważam – gdyby nie było ludzi to też by nie było takiego klimatu. coś za coś!

Odpowiedz
Anonimowy 21 grudnia, 2013 - 10:38 pm

Pięknie i kolorowo !
JK

Odpowiedz
Jula 20 grudnia, 2013 - 7:09 pm

Wspaniały klimat. Takie wycieczki nastrajają do świąt. Mnie jedynie przerażają tłumy. Ale cóż, ludzie też nadają pewien urok. Bo gdyby na takim jarmarku nikogo by nie było, chyba nie byłoby tak magicznie.

Odpowiedz
Ewa 20 grudnia, 2013 - 12:00 pm

Oj tam oj tam 🙂 Ładne jest i już!

Odpowiedz
EdiPassione 19 grudnia, 2013 - 10:20 pm

Bajecznie, świątecznie 🙂

Odpowiedz
Monika 19 grudnia, 2013 - 10:16 pm

Ja jakaś bardzo inna jestem. Na samą myśl, że miałabym iść na jarmark świąteczny robi mi się słabo. Ale Drezno chętnie odwiedziłabym, jednak w czasie, gdy całe te jarmarki pozamykają i będzie normalnie-normalna ilość ludzi, normalne życie. Mimo wszystko zdjęcia ciekawe ;D I może faktycznie poszukam jakiegoś miłego przejazdu na po maturze na odprężenie się po ciężkim wysiłku umysłowym 😉 Drezno byłoby w sam raz 😉

Odpowiedz
Agnieszka Kuczyńska 19 grudnia, 2013 - 7:44 pm

Nawet Ci zdjęcie wyślę jako dowód 😀

Odpowiedz
Kasia na Rozdrożach 19 grudnia, 2013 - 7:06 pm

Trzymam za slowo!!!

Odpowiedz
Mo. 19 grudnia, 2013 - 6:18 pm

Uwielbiam atmosferę świątecznych jarmarków, najfajniej jest kiedy już zapadnie zmrok. Z grzanym winem w ręku, które ogrzewa ciało i ducha. W tym roku byłam na jednym, w Hiszpanii, i ze smutkiem muszę stwierdzić, że było mało świątecznie :(. Z tym większą przyjemnością obejrzałam Twoje dreźnieńskie kadry. Cieszę się, że wypad się udał.

Odpowiedz
Agnieszka Kuczyńska 19 grudnia, 2013 - 5:49 pm

Pomimo, że podobało mi się w Dreźnie, 100 raz bardziej wolałabym Edynburg! <3

Odpowiedz
Trajbajowa 19 grudnia, 2013 - 5:37 pm

Byłam na jarmarku bożonarodzeniowym w Edynburgu i zrobił na mnie wrażenie 🙂 Grzane wino, mnóstwo stoisk, a z góry widok na lodowisko, w tle świąteczna muzyka 🙂 Pojechałabym też chętnie do Drezna by porównać atmosferę.

Odpowiedz
Agnieszka Kuczyńska 19 grudnia, 2013 - 4:02 pm

Dobrze, upiekę, obiecuję 🙂

Odpowiedz
Agnieszka Kuczyńska 19 grudnia, 2013 - 4:02 pm

Pewnie, jest od tylu lat, że za rok będzie na pewno! 😉

Odpowiedz
Agnieszka Kuczyńska 19 grudnia, 2013 - 4:01 pm

Pyszne są, bardzo polecam! 🙂

Odpowiedz
Agnieszka Kuczyńska 19 grudnia, 2013 - 4:01 pm

Ja też nie znam i co mnie zdziwiło, na jarmarku mało kto mówił po angielsku! W hostelu też niekoniecznie, dawała radę jedynie obsługa sklepów na dworcu!

Odpowiedz
Kris Beskidzki 19 grudnia, 2013 - 3:35 pm

Świetne mięcho miejskie. Nie byłem i żałuję. Może to nadrobię, ale się boje bo niemieckiego nie znam. 🙁

Odpowiedz
Ewa 19 grudnia, 2013 - 1:22 pm

Świetne klimaty, uwielbiam świąteczną atmosferę. Bardzo chciałabym spróbować takie ciacho z cukrem (kiedyś w DDtvn mówili o nim, że chyba na Węgrzech jest popularne i narobiłam sobie dużego smaku na tę słodycz):)

Odpowiedz
Agi 19 grudnia, 2013 - 1:03 pm

to musiała być rewelacyjna wyprawa:) a Drezno… przepiękne miasto, nawet bez jarmarku:) ma swój klimat i każdego zachęcam do zawitania tam:)

Odpowiedz
Agnieszka F. 19 grudnia, 2013 - 12:22 pm

chciałam się wybrac do Pragi i Drezna w tym roku na takie jarmarki i mi nie wyszło. oglądając Twoje zdjecia aż mi było trochę smutno, ale nic…pojadę w następnym roku! 🙂

Odpowiedz
Baś 19 grudnia, 2013 - 12:20 pm

widac,ze wycieczka udana 🙂 nie bylam tam,ale widze na zdjeciach,ze wartotam sie wybrac-ladna architektura, smakowicie wygladajace jedzonko.nono,trzeba wyruszac na podboj 😉

Odpowiedz
Agnieszka Kuczyńska 19 grudnia, 2013 - 12:14 pm

Ja sobie zostawiłam, ale inny 🙂 W każdej prawie budce mieli inne!

Odpowiedz
Kasia na Rozdrożach 19 grudnia, 2013 - 11:55 am

No wlasnie tak to wygladalo. Aga, chyba dostaniesz przepis i sama upieczesz, bardzo latwo sie robi 😉

Odpowiedz
Ola 19 grudnia, 2013 - 11:46 am

o Boże, zazdroszczę, taki prawdziwy świąteczny jarmark (mimo tych cen) też jest na liście moich marzeń:)
kubek bym sobie zostawiła-uroczy:)

Odpowiedz
Agnieszka Kuczyńska 19 grudnia, 2013 - 11:44 am

Dziękuję 😉

Odpowiedz
Agnieszka Kuczyńska 19 grudnia, 2013 - 11:43 am

Haha powiem Ci, że wybór był tak "bogaty", że nic nie leżało nawet obok tego co u Ciebie widziałam i na co miałam ochotę! To była jakaś ciepła maca z ultra lekkimi warzywami 😀

Odpowiedz
Kasia na Rozdrożach 19 grudnia, 2013 - 11:38 am

Pierwsze i drugie od dolu to moi faworyci! Ciesze sie, ze milo spedzilas czas. Co do flammkuchen, w zyciu nie widzialam czegos, co mniej je przypominalo (rowniez jesli chodzi o skladniki), ale wazne, ze smakowalo 😀

Odpowiedz
Jo 19 grudnia, 2013 - 10:53 am

piękne światło na pierwszym zdjęciu i tyle tam na jarmarku kasztanów 😉

Odpowiedz
Ewa (lifegoodmorning) 19 grudnia, 2013 - 10:52 am

Kasztany!!!!:) I znowu mi narobiłaś ochoty na Drezno…Tak piękne jest to miasto i bez jarmarku, a z jarmarkiem jeszcze ciekawsze. A Ty wyglądasz kwitnąco, to na pewno dlatego tak ostatnio ludzie na Ciebie patrzyli. Musztarda to przy okazji.

Odpowiedz
Agnieszka Kuczyńska 19 grudnia, 2013 - 10:06 am

Miałam opory czy to pierwsze wrzucić bo jakoś mi się z Rzymem kojarzy 😉

Odpowiedz
Ewa 19 grudnia, 2013 - 9:55 am

Czekałam na ten wpis, bo sama mam wielką ochotę kiedyś wybrać się na jeden z takich jarmarków, a rok temu okazja przeszła mi tuż koło nosa… Mam wrażenie, że bardzo by mi się tam podobało, chociaz wursta nie lubię, ale grzane wino jak najbardziej 😉
Ajka, a pierwsze zdjęcie strasznie mi się podoba!

Odpowiedz

Jestem ciekawa Twojej opinii. Podziel się nią!

.

Moja strona wykorzystuje pliki cookies w celu zapewnienia prawidłowego jej działania. Szczegółowe informacje znajdziesz tutaj Akceptuję Czytaj Więcej