“Jak Ty to robisz?” czyli jak zaplanować tani wyjazd i nie zwariować?

by Agnieszka Kuczyńska
Oprócz pytania “Jakim cudem tak często wyjeżdżasz?“, bardzo często dostaję prośby o pomoc w organizacji wyjazdu. Dużo osób chciałoby pojechać, a nie do końca wie, jak się do tego zabrać. Jak planować, jak szukać biletów, noclegów itd. Postaram się dziś opowiedzieć jak to wygląda u mnie.
Nie ma jednej sprawdzonej metody, bo każdy z nas ma inne przyzwyczajenia, inaczej lubi spędzać czas, a także ma różne możliwości planowania  urlopu (jedni do końca nie wiedzą czy go dostaną, na innych wymusza się określenie terminów już na początku roku kalendarzowego). U mnie wygląda to tak, że a) zawsze muszę mieć co najmniej miesięczne wyprzedzenie, b) moje plany zależą od planów współpracowników, c) nie mogę brać urlopu od czerwca do września. Należę do osób, które lubią planować, lubię mieć na co czekać. Są osoby łapiące każdą okazję, są osoby, które czekają na konkretne kierunki i się dopasowują do pojawiających się ofert. Ja mogę jedynie powiedzieć jak to wygląda w moim przypadku, co wcale nie oznacza, że jest to jakaś złota myśl, jedyna skuteczna, bo każdy z nas musi wypracować swoją zależną od jego możliwości, sytuacji zawodowej i charakteru. Jedni lubią spontanicznie a inni nie.
Miłe są te pytania i prośby, ale nie uważam siebie za specjalistę czy za osobę podróżującą jakoś szczególnie często, ale skoro pytania są to i odpowiedź będzie, może komuś coś ona pomoże?
—     
Jakiś czas temu stworzyłam Listę Marzeń Podróżniczych, tych bliskich. Są na niej miejsca, w które chciałabym pojechać w pierwszej kolejności i staram się szukać ofert, które pozwolą mi na realizację tych planów. Mam możliwość wyjeżdżać często, na krótko, więc z tego korzystam. Nie planuję, że w tym roku pojadę do Chorwacji, Irlandii i Grecji, ale mam oczy szeroko otwarte i na bieżąco przeglądam wszystkie promocje biletowe pod kątem mojej listy. Z pomocą przychodzą mi portale jak gdziewyjechac.pl czy fly4free.pl, gdzie regularnie pojawiają się informacje o super okazjach. Spędzam codziennie kilkanaście minut na stronach RyanAir i WizzAir, aby kontrolować sytuację. Niedawno pojawił się portal zbierający połączenia tylko tanich linii http://superlot.pl/W każdą środę sprawdzam również, co proponuje PLL LOT w swojej promocji Szalona Środza. Warto śledzić oferty przewoźników autobusowych jak np. Polski Bus czy Ecolines. Dzięki temu pierwszemu można planować wyloty z innych miast niż miasto zamieszkania (na Majorkę leciałam z Poznania a na Maltę z Krakowa, gdzie za grosze dojechałam czerwonym autobusem z bocianem). Niektórzy mówią, że im się nie chce, że to strata czasu – uważam, że przy dobrej organizacji jest to wykonalne, mało męczące i niepodnoszące kosztów, a przy okazji można coś jeszcze zwiedzić.
Gdy trafię na interesujący mnie bilet to go kupuję, niezależnie czy wylot jest za miesiąc czy za pół roku. Szybko obdzwaniam znajomych, jeśli się decydują to kupuję dla nich, jeśli nie, to zakładam, że lecę sama, chociaż często w międzyczasie ktoś stwierdza, że jednak leci ze mną. Teraz już nie obawiam się jeździć sama i nawet to lubię, więc taka opcja nie jest dla mnie żadnym problemem. Kupując bilet do Glasgow wykupiłam uczestnictwo w Wizz Discout Club, które zwróciło mi się już przy drugiej dwuosobowej rezerwacji, a od tego czasu kupiłam znacznie taniej 7 biletów. “Tani bilet” to dla mnie taki, który kosztuje do 120 zł bez bagażu na kierunki, które są droższe na miejscu (Londyn, Glasgow, Eindhoven, Chaileroi, Skavsta itd.), “akceptowalny” to taki, za który płacę do 400 zł z bagażem głównym za wypad tygodniowy albo bilet rejsowy (Malaga, Majorka czy Amsterdam). Zdarza mi się kupić “drogi” bilet (do 1000 zł), tylko wtedy, kiedy nie ma innej możliwości (mam tu na myśli głównie loty do Portugalii, bo za inne dotąd nie płaciłam tak dużo). Mówię oczywiście o Europie, nigdzie dalej dotąd nie leciałam, więc nie chcę się wypowiadać.
Zawsze kupuję bilet bez bagażu, czyli najtańszą wersję i tuż przed odprawą on-line zastanawiam się, czy będzie mi potrzeby dodatkowy czy nie. Na krótkie wypady (do tygodnia) spokojnie mieszczę się w podręczny RyanAira, z WizzAirem bywa różnie, bo bezpłatny jest malutki. Lecąc z kimś warto się zastanowić co się opłaci bardziej: 2 płatne duże podręczne czy kupienie wspólnie dużej walizki + 2 małe gratis. W Wizz Air bagaż rejestrowany jest duży, o wadze do 32kg, więc jedna walizka jest  wg mnie ok. Jak leciałam do Szkocji, nie mogłam dopiąć bagażu przez ręcznik, uznałam więc, że albo kupię go na miejscu za kilka funtów albo wypożyczę w hostelu, co w końcu zrobiłam za 3 funty za pobyt.
Zazwyczaj na sam bilet mam jakieś “bieżące” pieniądze z konta przeznaczonego na oszczędności wyłącznie wakacyjne. Jak mam już bilet w garści, to od razu rośnie mobilizacja, aby zbierać dalej. Zdarzało mi się kupować bilet nie mając realnych szans zarobienia na pobyt, ale tak to dziwnie działa, że jeśli czegoś bardzo mocno chcemy to los nam sprzyja i cuda się zdarzają! Wiele osób rezygnuje z fajnej okazji biletowej martwiąc się, że nie ma pieniędzy na wydatki na miejscu – ja  jednak namawiam, aby go kupić. Z biletem w dłoni inaczej się planuje codzienne wydatki, myśli się o podróży sięgając w sklepie po jakąś głupotę, kombinuje się jak można jeszcze dorobić itd.
     —

Następnie trzeba pomyśleć o noclegach. Od razu zaznaczam, że w tym temacie mam tylko dwa oczekiwania: żeby było czysto i żeby było w miarę blisko centrum, jeśli to krótki wypad. Najważniejsza jest cena. Zazwyczaj poszukiwania zaczynam i kończę na booking.com, gdzie w 90% przypadków znajduję to, czego szukam. Po dokonaniu pewnej ilości rezerwacji w danym roku na tym portalu, przystępuje się do programu Genius, dzięki któremu oferty na wiele hoteli są znacznie korzystniejsze cenowo. Jadąc z kimś, prawie zawsze decyduję się na DBL, może być z łazienką na korytarzu, ale czasami dopłacam kilka euro do własnej, jeśli różnica jest mała. Jak jeżdżę sama, korzystam z salek wieloosobowych (wpis “Tanie spanie w UK i Irlandii“), więc zaglądam też na hostelbookers.com. Zawsze sprawdzam oferty na www.airbnb.pl, ale dotąd nie miałam odwagi ani okazji z tego skorzystać. Ceny na bookingu na mój najbliższy pobyt w Szkocji okazały się tak szokująco wysokie, że postanowiłam zaryzykować. Znalazłam swój pokój ze snów, wysłałam maila z informacjami o sobie, o celu wyjazdu itd. i w ciągu 2 godzin dostałam pozytywną odpowiedź od właścicielki i zarezerwowałam nam pobyt 800 zł taniej niż w najbrzydszym hostelu! A zamiast nory bez okna i udogodnień, będziemy miały salon z kanapami i kominkiem, sypialnię, łazienkę, a także możliwość korzystania z kuchni, lodówki, kawy, herbaty itd. Bliziutko centrum! To jak płatny couchsurfing, z którego nie korzystałam (planuję szukać w ten sposób noclegu w Sztokholmie, ale ponieważ to też wielka niewiadoma, póki co zarezerwowałam hostel, który mogę anulować do tygodnia przed planowanym przyjazdem). Bardzo sporadycznie, ale zdarzało mi się spać na lotnisku. Są kraje, gdzie najtańszy nocleg kosztuje 50 EUR/1os, a lot powrotny jest rano, więc już o świcie trzeba się zerwać i jechać na lotnisko. Zawsze wcześniej się orientuję czy dane lotnisko jest czynne w nocy i czy wg opinii innych osób jest na nim bezpiecznie. Zazwyczaj są tam całe grupy osób z różnych krajów czekające np. na przesiadkę i można poznać ciekawych ludzi 🙂
Tak sypiam ja, ale wiem doskonale, że wiele osób na pewno w tej chwili się krzywi, bo lubią mieć elegancko i wygodnie. Wracamy tu do tematu indywidualnych potrzeb i możliwości finansowych. Chętnie korzystam też z apartamentów z aneksem kuchennym, bo to duża wygoda i oszczędność. Ostatnio Kasia na Rozdrożach podzieliła się linkiem do serwisu Bidroom – wysyłamy info gdzie, na kiedy szukamy noclegu a pracownicy hoteli wysyłają nam oferty. Sprawdziłam to na przykładzie Brukseli do której lecę, dostałam kilka świetnych ofert, tańszych o 30% niż na różnych portalach.
Kolejnym etapem, zazwyczaj na około 6 tygodni przed wyjazdem jest przygotowanie ramowego programu. Pytam na Facebooku, co warto zobaczyć, gdzie warto zjeść, co powinnam wiedzieć. Szukam w Internecie informacji, map, tras spacerowych itp, przeglądam też blogi. Orientuję się  w temacie kuchni lokalnej, szukam ciekawych kulinarnych przybytków. Sprawdzam jak najlepiej poruszać się po mieście, jak najkorzystniej przemieszczać między miastami w danym regionie, bo często opłaca się kupić bilety on-line, z dużą zniżką np. w megabus.com czy autobusy z lotniska (easybus.com w Londynie, brussels-city-shuttle.com w Brukseli). W ten sposób kupiłam np. bilet na połączenie Glasgow-Edynburg za 1 funta i shuttle bus Charleroi-Bruksela za 10 Euro (dziś na termin w którym lecę bilet kosztuje już 28 euro/1os). Np. z Malagi do Sewilli jest wieczorem tylko jedno połączenie, cena szła stale do góry a jakbym czekała do marca, pewnie bym musiała zostać w Maladze na noc, psując sobie tym plany już pierwszego dnia pobytu. Warto więc szukać, pytać. Inspiracji szukam również na tripadvisor, ponieważ mają ciekawy dział THINGS TO DO IN… Dzięki tej zakładce, dowiedziałam się np. o fajnej wycieczce jeepem do Sintry organizowanej z Lizbony. Robię notatki, drukuję mapy, zapisuję różne ciekawostki. Mam z grubsza wizję każdego dnia, ale  nie wszystko da się zaplanować, więc już się nauczyłam, że muszę być elastyczna i dostosowywać się do zmiennego otoczenia 🙂 Wiem, co bym chciała na wyjeździe zrobić a reszta się jakoś układa.
Ja preferuję wyjazdy na własną rękę, ale jak słusznie zauważyła Madame Edith, nie należy z góry skreślać biur podróży. Osoby, które mogą pozwolić sobie na podjęcie szybkiej decyzji z zaledwie kilkudniowym wyprzedzeniem mają szansę poza ścisłym sezonem upolować atrakcyjne oferty. Na oferty last minute najlepiej polować w marcu, po weekendzie majowym, w pierwszej połowie czerwca, drugiej połowie października, w listopadzie i pierwszej połowie grudnia oraz zaraz po Sylwestrze. Z wrześniem różnie bywa, miniony był bardzo drogi. W r. 2013 na kilka dni przed wakacjami pojawiły się Azory za 1600 zł  co było ceną fenomenalną. Zdarzało mi się sprzedać Sri Lankę za 2200 zł czy Kenię za 2300 zł. W styczniu b.r. za 799 zł był Cypr z 2 posiłkami, a w grudniu Madera nawet za 1299 zł. Jedno z biur puszczało loty czarterowe na Kanary po 350 zł. Jeśli nie macie sprecyzowanego kierunku i sztywnych terminów urlopu, warto o tym pomyśleć, przy czym to dotyczy głównie wycieczek pobytowych z szansą indywidualnego zwiedzania na  miejscu, także zazwyczaj są to ciepłe kierunki. Objazdówki np. Szkocja, Irlandia, Norwegia i  tzw. city-break / weekendowe wypady do stolic europejskich są znacznie droższe a ich ceny nie spadają aż tak bardzo, bo jest mniej terminów i zazwyczaj nie są realizowane na czarterach.
   DLACZEGO WOLISZ JEŹDZIĆ NA WŁASNĄ RĘKĘ? 
Uważam, że jest to o wiele przyjemniejsze niż kupowanie gotowych pakietów. Szukanie noclegów, polowanie na bilety, ta niepewność, co się trafi w tym roku sprawia mi mnóstwo frajdy. Właściwie każdego dnia żyję dzięki temu przyszłymi wyjazdami i jest to częścią mojej codzienności. Lubię czuć niezależność, nie być uwiązana terminami, poza tym, ostatnio latam raczej w miejsca, gdzie czartery na szczęście nie dolatują. Nie lubię hotelowego jedzenia, wolę jeść na mieście. Męczą mnie fochy polskich turystów, którym wszystko nie pasuje i bywało, że słuchając ich rozmów w hotelowych restauracjach odbierało mi apetyt. Tego wątku jednak nie będę rozwijała bo nie o to chodzi. Jadąc sama, czuję się odpowiedzialna za wszystko na każdym etapie wyjazdu i bardzo mi to odpowiada. W wiele miejsc jeżdżę za ułamek cen pakietowych.
       NO ALE ILE WŁAŚCIWIE TO WSZYSTKO KOSZTUJE?
Często słyszę to pytanie, ale nie da się na nie odpowiedzieć tak samo w kontekście każdego wyjazdu, bo wszystkie są inne. Wiele zależy od cen na miejscu. Można kupić tani bilet, ale za to wydać dużo na miejscu na spanie i życie (Szwecja) lub kupić drogi bilet, ale ponieść dużo niższe koszty na samym wyjeździe (Portugalia). Zawsze poza biletem, sprawdzam na szybko ceny zakwaterowania i wyżywienia. Są kierunki drogie i tanie. Tydzień pobytu na Majorce z przelotami, hotelem, zwiedzaniem, jedzeniem na mieście, kosztował mnie 1400 zł, ale 4 dni na północy Norwegii szacuję na 2000 zł. Każdy wyjazd ma inny budżet, ważne, aby się zgadzało w skali roku, dlatego mając ograniczony budżet lubię planować wszystko z wyprzedzeniem.
         
       JAK DŁUGO ZAZWYCZAJ TRWAJĄ TWOJE WYJAZDY?
Jak już wspominałam, każdy podróżuje jak lubi. Jedni lecą gdzieś rano, są kilka godzin w nowym miejscu, zwiedzają wszystko w dzikim pędzie i wieczorem są już w domu. Takich biletów jest sporo, ja ich raczej nie kupuję (chyba że chciałabym wyskoczyć do Londynu na np. czasową wystawę – byłam tam już wiele razy i celem nie byłoby zwiedzanie). Mnie to zupełnie nie kręci. Wiele razy świadomie odpuszczam takie okazje, bo nie lubię nigdy się śpieszyć. W żaden sposób nie potępiam “szybkiej” formy zwiedzania, ale mi ona nie pasuje. Ideałem byłoby w każdym miejscu spędzić miesiąc, ale na to brakuje czasu. Zasady mam następujące: okolice Warszawy wchodzę w grę na 1 dzień, dalsze miasta Polski czy małe miasta Europy min. 2 dni / 1 nocleg, większe miasta min. 2 noclegi a wyspy czy regiony (Irlandia, Korfu, Andaluzja, Algarve, Szkocja itd) od 4 nocy, ale zazwyczaj 7. To mi daje czas na zobaczenie tego co bym chciała, odpoczynek, nieśpieszne włóczenie się po mniej popularnych zakątkach, celebrowanie posiłków itd. Nadal, to za mało czasu, ale w wiele miejsc wiem, że jeszcze wrócę, więc nie przejmuję się tym za bardzo i cieszę chwilą 🙂
ALE SKĄD TY MASZ NA TO WSZYSTKO CZAS?
Pracuję w biurze, które jest czynne 7 dni w tygodniu po 11h, co oznacza, że gdy pracuję w weekend, mam wolne dwa w tygodniu. Mogę więc sobie kupować bilety na dni robocze bez konieczności brania urlopu. Dlatego niektórym wydaje się, że mam go więcej niż przeciętny śmiertelnik 😉 Przy moich wyjazdach z 2013, mam nadal zaległy urlop za zeszły rok, więc póki jest taka możliwość, to jeżdżę tak często jak mogę. Ma to swoje plusy i minusy, więc nie jest rozwiązaniem “na zawsze”, dlatego póki co wykorzystuję dany mi czas jak najlepiej potrafię,  bo na pewno nie chciałabym do końca życia pracować 18 dni w miesiącu do późnej nocy.
Jestem non stop w trybie “czuwanie”, szukam inspiracji wszędzie. W gazetach (nawet czekając u fryzjera na swoją kolej, można znaleźć coś atrakcyjnego w mało ambitnych gazetach dla Pań, bo większość z nich ma dział podróży), w Internecie, w czasie rozmów ze znajomymi. Dzięki temu stale dowiaduję się o nowych, ciekawych miejscach i wpisuję je na Listę Marzeń. Myślę, że trzeba wyznaczać sobie nowe cele, marzyć, planować i realizować marzenia, dopóki możemy.
A jak Wy planujecie wyjazdy? Wolicie sami czy z biurem? Z wyprzedzeniem czy na już? Planowane czy spontaniczne? Od czego zaczynacie? Bo moja koleżanka ma listę hoteli, w których chce spać a do nich szuka biletów. Ja odwrotnie. Ile osób, tyle metod, jak sądzę 🙂

Moja strona wykorzystuje pliki cookies w celu zapewnienia prawidłowego jej działania. Szczegółowe informacje znajdziesz tutaj Akceptuję Czytaj Więcej