Ile poświęcisz dla dobrego ujęcia?

by Agnieszka Kuczyńska
Nie planowałam tego posta. Miałam w głowie luźne przemyślenia, czasem omawiałam je w wąskim gronie znajomych, ale dzisiaj coś we mnie pękło. Przeczytałam rano informację o pewnym incydencie, który miał miejsce w Lizbonie i postanowiłam o tym napisać. O co chodzi? O wypadki i nieprzyjemne zdarzenia związane z … robieniem zdjęć typu selfie i kręceniem filmów. Ich ilość rośnie w zastraszającym tempie a ja za każdym razem jestem coraz bardziej zdumiona. Czy naprawdę dla dobrego ujęcia jesteśmy w stanie zrobić wszystko, nie licząc się z nikim i niczym?
Moherowe Klify w Irlandii, klify Dingli i okolice Blue Grotto na Malcie, przylądki Roca i Św. Wincentego w Portugalii. W każdym z tych miejsc widziałam ludzi, którzy ryzykowali bardzo dużo, aby zrobić jak najbardziej widowiskowe zdjęcie. Siedzieli, leżeli lub stali przy samym urwisku, zwisali ze skałek. Robili rzeczy, które pozwalały mi przypuszczać, że postradali zmysły. W Internecie można znaleźć mnóstwo niebezpiecznych ujęć, którymi chwalą się turyści, którzy odwiedzili norweskie fiordy czy Wielki Kanion w USA. Nie wspominam nawet o zdjęciach, na których ludzie pozują na krawędziach mostów, wysokich budynków i dachach. O wypadkach śmiertelnych słyszy się coraz częściej, także z udziałem Polaków.
Niedawno w mediach było głośno o młodym delfinie, który zdechł z przegrzania na jednej z plaż w Argentynie. Turyści wyciągnęli biedaka z wody i zaczęli podawać sobie z rąk do rąk, aby zrobić zdjęcie. Podobna sytacja miała miejsce w Libanie – plażowicze dostrzegli dużego żółwia i otoczyli go, aby robić zdjęcia. Rodzice stawiali dzieci na jego skorupie, a kiedy przestraszony chciał się w niej schować, zaczęli go bić! Na szczęście, ktoś przytomny zareagował na czas i udało się uratować rannego gada. Jesienią zeszłego roku, w Kostaryce, grupa turystów zapragnęła zdjęcia z ciężarnymi żółwicami, które chciały założyć gniazda na plaży w rezerwacie. Samice były podnoszone, dotykane, głaskane, a złożone już przez nie jaja tratowane przez aspirujących “reporterów”. Problemowa staje się też sytuacja żółwi Carreta-carreta na greckiej wyspie Zakynthos i w Turcji Egejskiej (Dalyan), gdzie zaczyna się organizować zbiorowe sesje zdjęciowe w okresie lęgowym. W Macedonii pewna kobieta chciała zrobić sobie zdjęcie z łabędziem – trzymała go siłą, kiedy próbował się wyrwać. Podobno ptak nie przeżył. Za przyzwoleniem turystów wykorzystywane (do zdjęć!) są również m.in. kozy w Maroku, delfiny, lamy, małpy i węże, o czym z kilkoma blogerami pisaliśmy w poście Zwierzęta w turystyce. Lista nieetycznych atrakcji.
Coraz więcej muzeów wprowadza zakaz robienia zdjęć z użyciem “kijków” do selfie, ponieważ nieuważni turyści niszczą wartościowe eksponaty. Np. w Mediolanie student wpadł na XIX-wieczną statuę, a dziś Aleksandra z Duże Podróże udostępniła informację o zniszczonej rzeźbie na dworcu Rossio w Lizbonie. Takich sytuacji jest znacznie więcej, sama byłam świadkiem kilku mniejszych wypadków w czasie robienia zdjęć, ale na szczęście obyło się bez większych uszkodzeń.
Już kilka razy podawano w mediach informacje o tym, że lotnisko im. Fryderyka Chopina w Warszawie zmuszone było wstrzymać ruch samolotowy z powodu dronów, które latały w okolicy płyty.
Naprawdę szokują mnie sytuacje, w których ludzie robią zdjęcia lub kręcą filmy, zamiast reagować, gdy komuś się dzieje krzywda lub chwilę po wypadku. Kiedy byłam na Malcie i późnym wieczorem urwał się balkon w jednej z restauracji (dwie osoby wpadły do wody), ekipa ratunkowała miała utrudnioną pracę przez ogromny tłum gapiów z telefonami.
Półtora roku temu wybrałam się na koncert. Nie jestem miłośniczką tego typu wydarzeń, odczuwam lęk przed zatłoczonymi, zamkniętymi pomieszczeniami. Chciałam jednak zobaczyć na żywo zespół OneRepublic, więc jakoś się przemogłam. Co widziałam przez blisko 2h? Morze rąk i telefonów, które zasłaniały mi calutką scenę. Wszyscy kręcili filmy i robili zdjęcia. Niby drobiazg, ale miałam wrażenie, że nikt nie cieszy się tym, co tu i teraz.
W ostatnim wpisie pisałam o wywoływaniu zdjęć i o tym, że robię ich z roku na rok coraz mniej. Staram się, aby nie krzywdziły one innych ludzi, zwierząt czy przyrody. Szanuję cudzą prywatność, nie robię zdjęć, które mogłyby kogokolwiek obrazić (na Facebooku mnóstwo jest profili, na których kpi się z ubioru lub wyglądu osób spotkanych w komunikacji miejskiej czy na plaży). Widząc na Malcie bardzo oryginalny pogrzeb czy muzułmanina modlącego się na skałkach w Sliemie też nie wyjmowałam aparatu, bo czułam, że to dla nich intymne chwile. Nie zmuszam zwierząt, aby pozowały mi do zdjęć, jeśli sobie tego nie życzą. Jeśli komuś dzieje się krzywda – reaguję, a telefon wyjmuję, jeśli trzeba zadzwonić po pogotowie lub policję. Jeśli jestem świadkiem wypadku, pytam czy mogę jakoś pomóc. Nigdy nie narażam swojego życia dla zdjęcia, bo jest dla mnie ono cenniejsze niż kilkadziesiąt polubień opublikowanego ujęcia. Szanujmy siebie i świat, który nas otacza, niech coś jeszcze zostanie dla kolejnych pokoleń.

Moja strona wykorzystuje pliki cookies w celu zapewnienia prawidłowego jej działania. Szczegółowe informacje znajdziesz tutaj Akceptuję Czytaj Więcej