Estonia, Park Narodowy Lahemaa

by Agnieszka Kuczyńska
Lecąc do Tallina wiedziałam, że wybiorę się na miejscu na jakąś dodatkową wycieczkę z lokalnego biura podróży. Dość długo zastanawiałam się, którą wybrać. W końcu padło na całodniowy wypad do Parku Narodowego Lahemaa, w kameralnej grupie z przewodnikiem.
Zbiórka rano, usiedliśmy wygodnie w małym busiku i … okazało się, że z przodu nie ma pasów, więc nie możemy ruszyć. Samochód był po przeglądzie i w warsztacie zapomniano o tym drobnym szczególe. 30 minut czekania na nowy bus, w końcu podjechał. Wsiadamy i…
… jedne drzwi nie chcą się zamknąć. Po wielu próbach w końcu się udało, ale to nie był jeszcze happy end, ponieważ po zamknięciu nie można było ich już otworzyć. Utknęliśmy wszyscy w środku. Ruszyliśmy z 1.5h opóźnieniem.
W ramach zadośćuczynienia podjechaliśmy najpierw do stadniny, w której pracuje na co dzień nasza przewodniczka. Młodziutka, sympatyczna weganka, bardzo kochająca zwierzęta. Przywitała się z każdym koniem.
Mieliśmy tam krótki postój na toaletę i wyruszyliśmy w dalszą podróż. Podziwiałam widoki za oknem, spokojne, malownicze. Estonia zrobiła na mnie bardzo dobre pierwsze wrażenie i po  tym krótkim pobycie wiem, że chciałabym kiedyś wrócić tam na dłużej. Jestem zauroczona 🙂
  W planie dnia znalazło się kilka punktów, m.in.
* Wodospad Jägala juga
  * Ruiny sowieckiej bazy militarnej
* Lasy i bagna 
* Północne wybrzeże i plaże
 * Wioska Käsmu z Muzeum
Opuszczone radzieckie obiekty wojskowe były dla mnie najmniej przyjemnym punktem dnia. Nie robiłam dużo zdjęć, bo czułam się tam obco. To przygnębiające, ponure miejsce ze złą energią i smutną przeszłością, otoczone wspaniałą przyrodą. Chciałam jak najszybciej uciec.
  Ucieszyłam się, gdy pojechaliśmy dalej, chociaż wtedy jeszcze nie wiedziałam, dokąd.
Dziś już wiem, że warto było przetrzymać awarię samochodu i kilka mniej ciekawych punktów wycieczki, aby zobaczyć Käsmu z cudowym muzeum Morskim i zjeść lunch.
Więcej na temat tego miejsca było we wpisie Käsmu. Dom Moich Marzeń – zajrzyjcie!
Dziś jeszcze kilka dodatkowych zdjęć, bo zrobiłam ich chyba ze sto i ciągle nie mogę oczu nacieszyć. Ten dom zapadł mi w pamięć na zawsze, jego pokoje, zapach, wiatr buszujący między pomieszczeniami. Nie zapomnę spędzonych tam 2h, przepysznego łososia i widoków.
Szumiące drzewa, mały port, biała latarnia morska. Biegające po podwórku psy, słońce, kamienista plaże i fale rozbijające się o brzeg. Mogłabym zamieszkać tam na tydzień lub dwa.
Wstawać rano, szykować śniadanie w pięknej kuchni, chodzić na długie spacery, czytać książki, przeglądać albumy o morzu, stare mapy. Cieszyć się otaczającą mnie przyrodą, chłonąć atmosferę. Käsmu miało w sobie niezwykły spokój, pewną melancholię. Gdybym mogła wybierać, raczej nie pojechałabym dalej, została tam do końca dnia. Ale trzeba było ruszać. Ciąg dalszy innym razem. Z przyjemnością wracam do tamtych chwil i aż trudno uwierzyć, że to było już niemalże rok temu!

Moja strona wykorzystuje pliki cookies w celu zapewnienia prawidłowego jej działania. Szczegółowe informacje znajdziesz tutaj Akceptuję Czytaj Więcej