Andaluzja. Popołudnie w Mijas Pueblo

by Agnieszka Kuczyńska
Po powrocie z Sewilii na Costa del Sol postanowiłyśmy wybrać się do Mijas Pueblo, niewielkiej miejscowości położonej na wzgórzu niedaleko Fuengiroli, gdzie spałyśmy. Podróż trwa zaledwie 20 minut a bilet kosztuje 1,55 EUR, więc to najtańsza wycieczka z możliwych. Ale czy warto się tam wybrać?
Wyruszyłyśmy tuż po 14, bo wcześniej Justyna chciała posiedzieć na plaży a ja trochę pospacerować. Autobusy jeżdżą co ok. 30 minut, więc jest to wygodne. Spodziewałam się cichego, mało turystycznego miasteczka o niezwykłym uroku. Część się sprawdziła.
Mijas Pueblo jest śliczne i to nie ulega wątpliwości. Dzięki swojej lokalizacji oferuje cudowny, panoramiczny widok na wybrzeże. Widziałyśmy stąd swój apartament!
Miasteczko jest urocze – białe, pełne kontrastowych, czerwonych lub niebieskich detali. Tuż po przyjeździe witają nas naganiacze oferujący przejażdżki bardzo smutnymi, wystrojonymi osiołkami, które do głów mają przyczepione karteczki Burros Taxi. Mnie to nie bawi i cieszę się, że pomimo dość natrętnych nawoływań, żaden turystów się nie skusił.
W sumie nie wiem nawet, gdzie tymi osiołkami można pojechać, bo uliczki są wąskie i prawie zawsze pod górkę. Tuż obok “postoju taksówek” znajduje się biuro informacji turystycznej, gdzie dostałyśmy mapy. Muszę tu dodać, że byłam zaskoczona jakością obsługi i mapami, które można dostać w każdej turystycznej miejscowości. Bardzo ułatwia to zwiedzanie.
Mapka Mijas jest kolorowa jak samo miasteczko, prezentuje też proponowaną trasę spacerową, na którą należy przeznaczyć ok. 2h. Na mapie może się wydawać, że są to duże odległości, ale wszędzie jest blisko, a poszczególnie fragmenty spaceru trwają po kilka minut. Trafiłyśmy tam w trakcie siesty, ale większość lokali i sklepów była otwarta.
Dlaczego? Ponieważ w moim odczuciu Mijas Pueblo jest bardzo komercyjne i turystyczne, a bliskość miejscowości nadmorskich sprawia, że jest wręcz zasypywana turystami. Szkoda.
Ceny w sklepach są dużo wyższe niż na wybrzeżu, ale najbardziej zszokował mnie krem aloesowy, który kupuję zawsze będąc w Hiszpanii (marki Instituto Espanol), który zwykle kosztuje ok. 2,99-3,50 EUR a tutaj… 7.50 EUR! Korki do wina kosztujące ok. 3 EUR tutaj oferowano za 4-5 EUR i mogłabym tak wyliczać bez końca. Duże, negatywne zaskoczenie.
Restauracje i kawiarnie również nie zachęcały cenami znacznie wyższymi niż te, które widziałam w Maladze, Rondzie, Sewilli i mniejszych miejscowościach Wybrzeża Słońca. Uznałyśmy, że pospacerujemy, a na obiad pojedziemy gdzieś indziej, bo jedyny lokal sprawiający wrażenie lokalnego, był o tej porze nieczynny. Taką godzinę wybrałyśmy.
Mijas jest super czyste, super zadbane, momentami wręcz sterylne i jakoś nie kojarzy mi się to z “prawdziwym klimatem”. Czułam, że wszystko jest podrasowane, upiększone pod turystyczne gusta. Być może się mylę, ale takie są moje odczucia z tych kilku godzin.
 Turystów było wielu, miejscowi spacerowali lub siedzieli na ławkach i rozmawiali.
Kilka razy próbowałyśmy się uśmiechać, ale adresat zwykle odwracał głowę 🙁 Powiem szczerze, że pomimo faktu, że Mijas Pueblo jest niezwykle fotogeniczne i miłe dla oka, nie czułam się tam dobrze. Może taki dzień, może taka godzina, może taki moment, a może po prostu mi się zdawało?
Na kilka godzin warto się tak jednak wybrać będąc w okolicy, chociażby po to, żeby pospacerować po białych uliczkach, które wyglądają pięknie szczególnie w słoneczne dni, gdy odbija się od nich intensywne światło,  zobaczyć małą arenę korridy czy posiedzieć w parku lub podziwiać widok z widokowych tarasów, przegryzając pyszne, jeszcze ciepłe migdały w miodzie, których sprzedawcy stoją niemal na każdym kroku. Słodki zapach jaki się unosi nad ich patelniami potrafi wzruszyć 🙂

Moja strona wykorzystuje pliki cookies w celu zapewnienia prawidłowego jej działania. Szczegółowe informacje znajdziesz tutaj Akceptuję Czytaj Więcej