12 miesięcy zmian. Co mi dały?

by Agnieszka Kuczyńska

Dzisiejszy dzień, 31 sierpnia jest dla mnie bardzo symboliczny. Dokładnie rok temu, ostatniego dnia wakacji, leżałam na łóżku patrząc w sufit. W głowie miałam tysiące myśli, a gdy zadzwoniła do mnie koleżanka, wybuchnęłam płaczem. Był to poniedziałek, a poprzedzajcy go weekend spędziłam nad morzem, ze znajomymi znajomych. Nigdy wcześniej nie czułam się tak samotna wśród ludzi jak wtedy. Byli sympatyczni, ale miałam wrażenie, że tam nie pasuję, nie umiem znaleźć sobie miejsca, nie udało mi się w życiu zbudować nic stałego przez ciągłe podróże, pośpiech i wiecznie napięty grafik. Zaczęłam myśleć o moim życiu, zbliżającej się 30-stce i poczułam, że jeśli natychmiast czegoś nie zmienię, to oszaleję.

Kryzysy zdarzają się chyba każdemu. Czasem są to jakieś magiczne daty (np. Sylwester lub urodziny), innym razem nagłe wydarzenie lub po prostu natłok myśli. U mnie zbierało się to już od dawna i w końcu coś pękło. Takie momenty są potrzebne, ważne tylko, aby odpowiednio nimi pokierować. Wypłakać się, a potem otrzepać i ruszyć przed siebie. Ja ruszyłam na 10-kilometrowy spacer, który zapoczątkował czas, który dał mi mnóstwo siły i pozytywnej energii. Nowy Rok przywitałam uśmiechnięta i zadowolona, postanawiając, że postawię wszystko na jedną kartę – zwolnię się z pracy, kupię bilet na Maltę, pouczę języka angielskiego, poszukam tam pracy. Chciałam ucieć od miasta, którego nie lubiłam, wszystkich problemów i codziennej rutyny. Malta była bezpiecznym portem – znałam tam trochę ludzi, nie miałam problemów językowych i kulturowych, było też dość blisko. To był bardzo burzliwy czas, prawdziwa szkoła życia. Nauczyłam się dużo o sobie, przekonałam na kim mogę polegać, a które znajomości (także w kraju) nie są warte dalszej uwagi. Patrząc na to, jak żyje wiele osób, zrozumiałam czego bardzo nie chcę w przyszłości. Dorosłam, zmieniłam priorytety. Bardzo nie chciałam wracać do Polski, chyba bardziej niż chciałam tam zostać. Miałam poczucie, że nie czeka tu na mnie nic fajnego. Los zrobił mi wtedy psikusa, podsyłając szklaną szybę, która oznaczała Koniec maltańskie przygody.

Nie żałuję, bo mniej więcej w tym czasie poznałam kilka osób, które pozwoliły mi spojrzeć na to, co mam, z innej perspektywy. Docenić i być wdzięczną za wszystko, co zostawiłam za sobą – pisałam o tym we wpisie Czy istnieje życie po Malcie? Czułam, że ten powrót ma sens, że to nie koniec, tylko początek, bo ja już jestem trochę innym człowiekiem. Zaczęło mnie cieszyć proste życie, zwykłe chwile w mieszkaniu, w którym kiedyś źle się czułam. Postanowiłam trochę w nim zmienić, aby było bardziej “moje”. Zdecydowałam się na sezonową pracę, do której jeszcze w kwietniu nie wyobrażałam sobie wrócić. To był ciężki fizycznie sezon, pracowałam daleko od domu, w bardzo nieatrakcyjnych godzinach, po sześć dni w tygodniu. Nie miałam czasu na przyjemności, spotkania ze znajomymi, aktywność fizyczną, a nawet na gotowanie. Gdzieś pod skórą czułam jednak, że To będzie dobre lato! Byłam pozytywnie nastawiona, a w sercu miałam wiarę, że te letnie miesiące coś mi przyniosą. Przyniosły. Kogoś.

W lipcu miałam tylko jeden wolny weekend. Pojechałam w sobotę do Lublina odwiedzić koleżankę, a w niedzielę miałam się spotkać na Starówce z drugą znajomą. Zaproponowała jednak, żebym przyjechała do niej na wieś, bo nie byłam już od roku. Tak zrobiłam. Niewyspana, na lekkim kacu, bez makijażu, rozczochrana, w niemiłosiernie pogniecionych szortach i niewyprasowanej koszulce. W końcu chwila oddechu pośród łąk i pól, nie trzeba się stroić. Piłyśmy kawę na zewnątrz, gdy ktoś podjechał rowerem pod bramę. Pies zaczął szczekać, a synek koleżanki krzyknął, że trzeba uciekać. Podszedł się przywitać – z gburowatą miną, w kanarkowej koszulce i z brudną ręką, której postanowił mi nie podać. Był całkiem przystojny, ale pierwsze wrażenie było średnie. Zaczęliśmy rozmawiać i  … minęło ponad 6h, nikt nie wie do końca kiedy. Rozumieliśmy się bez słów i wydawało mi się, że znam go od zawsze. Podobno już wtedy koleżanka, cała jej rodzina, a nawet ten pyskaty pies zorientowali się, co się święci. Ja nie. Wsiadłam do busa w Kazimierzu Dolnym, odpaliłam muzykę, zamknęłam oczy i … nagle poczułam skurcz żołądka. “Taki fajny chłopak! A co, jeśli nigdy się do mnie nie odezwie?“. Odezwał się jednak – szybciej niż sądziłam i o wiele piękniej niż mogłam sobie wymarzyć.

W kompletnym niedoczasie udawało mi się wygospodarować godziny na rozmowy przez telefon i dni, których prawie nie miałam na spotkania. Ujął mnie tym, że zawsze dotrzymywał słowa, nawet w mało ważnych kwestiach. Okazało się, że mamy identyczne poglądy na prawie wszystko, podobne przyzwyczajenia i zupełnie różne zainteresowania, dzięki czemu możemy się stale od siebie uczyć. Trochę wygląda na to, że zakochaliśmy się w sobie od pierwszej wymiany zdań, a kolejne tygodnie tylko nas utwierdzały w tym, że stało się niemożliwe. Po latach rozczarowań, poszukiwań i podróży, mijania się na imprezach u mojej koleżanki, wpadliśmy na siebie gdzieś pośrodku niczego, na drewnianym tarasie beżowego domu. Narobił mi nieporządku w moim chaosie, zabrał resztki wolnego czasu, zburzył wiele murów, które budowałam przez lata, a nawet udowodnił, że można się kręcić bezkarnie po mojej kuchni, nie wywołując we mnie złości.

Jak będzie dalej, nie wie nikt. Dużo przeszkód przede mną i przed nami, niezależnie jednak jak wszystko się potoczy, mogę powiedzieć, że dawno nie byłam tak szczęśliwa i spokojna jak teraz. Dzieliłam się z Wami wieloma przykrymi historiami, więc uznałam, że podzielę się też dobrą. Historią zmiany, na którą pracowałam równy rok, walcząc z przeciwnościami, zmieniając krok po kroku nastawienie, spojrzenie na świat i system wartości. Rok temu podjęłam decyzję, że chcę wziąć sprawy we własne ręce i zawalczyć o lepszą przyszłość. Cieszę się, że znalazłam w sobie odwagę do działania, zamiast czekać na niespodzianki od losu. Wierzę też, że kolejne 12 miesięcy będzie jeszcze lepsze!

20 komentarzy

Powiązane posty

20 komentarzy

Maja | jusiaczkiontour.pl 28 października, 2016 - 9:31 pm

Gratulacje i szczęścia ! 🙂

Odpowiedz
Hotel radom 15 września, 2016 - 7:17 am

Bardzo fajny wpis !!! No i gratuluje oczywiście 🙂 Pozdrawiam 😀

Odpowiedz
Agnieszka F. 13 września, 2016 - 9:16 pm

Gratuluję serdecznie! Dużo miłości życzę!! Duuuuuuużo! 🙂

Odpowiedz
Anna 8 września, 2016 - 12:36 pm

Świetny post!
Czy wiecie jakie miejsca w Polsce zapierają dech w piersiach?
Zerknijcie do mnie i zobaczcie najnowsze zestawienie 🙂

Odpowiedz
Aga z podróżyszczypta 6 września, 2016 - 4:10 pm

uśmiechnęłam się do komputera wiesz? Niespodzianka od losu i to ta najpiękniejsza.

Odpowiedz
Orzech 5 września, 2016 - 8:14 am

Bardzo fajnie prowadzi Pani blog, wpisy są bardzo czytelne.

Odpowiedz
monika jall 3 września, 2016 - 2:47 pm

Jaki przyjemny wpis! Od razu sie lepiej czlowiekowi na duszy robi. Bardzo po cichu (zeby niczego nie zapeszyc) zycze duzo, duzo szczesliwych chwil. Inspirujacy post.

Odpowiedz
Woman From Forest 3 września, 2016 - 1:50 pm

Bardzo przyjemnie czytało się ten post. Powodzenia i pozdrawiam 😉

Odpowiedz
Wildrose 3 września, 2016 - 11:23 am

Bardzo miło czytać, że jesteś szczęsliwa. Powodzenia Agnieszko – tak trzymaj, jak najdłużej,
pozdrawiam 🙂

Odpowiedz
Maja & Marcin / Travelek24.pl 3 września, 2016 - 7:30 am

Trzymamy kciuki Agnieszko, aby ta piękna historia jaką się z nami podzielilaś trwala jak najdużej! ☺ Cieszymy sie Twoim szczęściem i życzymy wielu wspaniałych chwil i cudownej podróży we dwoje ☺

Odpowiedz
Beatriz 2 września, 2016 - 8:40 pm

Miło mi to czytać. Trochę się martwiłam po wpisach maltańskich, ale brawo – odmieniło się 🙂 Trzymam kciuki za Ciebie i za siebie, bo u mnie właśnie to samo, co u Ciebie rok temu: wyjście ze strefy komfortu, porzucenie wieloletniego partnera i poczucia bezpieczeństwa… Ale staram się myśleć optymistycznie, tylko czasami strasznie się boję…

Odpowiedz
Justa 2 września, 2016 - 7:15 pm

Gratulacje!!! Nie ma nic pieknieszego niz milosc, a na poczatku jest sie w stanie pokonac wszystkie niedogodnosci! Trzymam kciuki!!!

Odpowiedz
marzenafotografuje 1 września, 2016 - 3:54 pm

Super. Dużo szczęścia Ci życzę Agnieszka 🙂

Odpowiedz
INKA 1 września, 2016 - 8:56 am

Stara maksyma głosi " To człowiek człowiekowi jest najbardziej potrzebny do szczęścia". Wspaniałe wieści… Pozdrawiam!

Odpowiedz
Ola 1 września, 2016 - 8:37 am

No i fajnie😌Facet bsjlepszym rozwiązaniem na kryzys 30

Odpowiedz
Unknown 1 września, 2016 - 7:58 am

Niech się dzieje i będzie pięknie ! :)))) Cudownie!

Odpowiedz
grazyna 1 września, 2016 - 6:52 am

JA tez sie ciesze a historia piekna i mysle, ze opowiesz jak sie rozwija…pozdrawiam serdecznie

Odpowiedz
Natalia Kwiatkowska 31 sierpnia, 2016 - 9:27 pm

Ależ cudowne wieści! Ogromnie się cieszę i życzę wszystkiego co najlepsze ❤️❤️❤️

Odpowiedz
Marysia 31 sierpnia, 2016 - 9:10 pm

Piękna historia 🙂 I tak naprawdę miłość przyszła niespodziewanie, powiedzenie "nie znasz dnia ani godziny" sprawdziło się 🙂

Odpowiedz
Kasia na Rozdrożach 31 sierpnia, 2016 - 8:21 pm

No bo jak ciocia Kasia zawsze mowi: All you need is love 😉 Swietnie, Agus, ciesze sie i mam nadzieje, ze wszystkie przeszkody pokonasz 🙂

Odpowiedz

Jestem ciekawa Twojej opinii. Podziel się nią!

* By using this form you agree with the storage and handling of your data by this website.

Moja strona wykorzystuje pliki cookies w celu zapewnienia prawidłowego jej działania. Szczegółowe informacje znajdziesz tutaj Akceptuję Czytaj Więcej